Maria
Posty: 3338
Rejestracja: środa 12 kwie 2006, 08:55
Kontakt: Strona WWW

Z pamiętnika zawsze młodej bibliotekarki

środa 27 mar 2013, 00:31

Zgodnie z propozycją temat zakładam i można szaleć :D.

Aqa
Posty: 2293
Rejestracja: niedziela 26 sie 2007, 19:46

Re: Z pamiętnika zawsze młodej bibliotekarki

środa 27 mar 2013, 09:48

Będąc młodą bibliotekarką...
Zostałam najpierw ogrodniczką. Po zdanych egzaminach na Bibliotekoznawstwo we Wrocławiu, Instytut na Ostrowiu Tumskim, tuż za cudnym mostem Piaskowym, nie dostałam się na kierunek, obiecane mi miejsce wolnego słuchacza dano
na polonistykę. Głęboko rozżalona na UWr złożyłam dokumenty w rekrutacji dodatkowej na Ogrodnictwo- mimo robali pod sałatą, skończyłam go, zdobyłam prawo jazdy na ciągnik- obowiązkowe, pracowałam w WSKiOR kilka lat.
Jednak w trakcie urlopu wychowawczego skończyłam studium bibliotekarskie z nadzieją, że może jednak pożegnam wyjazdy w teren i formy zimujące szkodników, badane pod mikroskopem.

Po Studium wtedy, z wielkim wyobrażeniem o misji zawodu /naiwnym że szok/, znalazłam się w szkole- akurat był 2 tygodnie wakat /nie do pomyślenia dziś/ i zadzwoniono do mnie.
Zatem będąc młodą bibliotekarką widziałam siebie jako pomocnika szkolnej "społeczności lokalnej" :) w ich wszelkich problemach na ścieżce edukacji...
... po otwarciu drzwi lokalu - 15 IX- zobaczyłam:
- szarość papieru, szarość półek, ciasnotę niewyobrażalną
- Lenina, Stalina na pierwszych regałach, w pięknych oprawach skórzanych i skóropodobnych

a 45 minut po tym szoku ujrzałam dyrektorkę szkoły, która mi nakazała iść natychmiast na 2 godziny zastępstwa za polonistkę, z zaznaczeniem, że kolejnego dnia mam 3 godziny takowego...
Mój świat bibliotekarski stanął na głowie- zamiast wgryzać się w zbiory "dla dobra...", poszłam w teren znów.. na boisko, gdzie mnie skierowano.

A że jestem energiczną osobą, rozpoczęłam misterną walkę o udowadnianie, że umiem więcej niż czytać tytuły książek.
:) Walka owa trwa do dziś. Tyle, że w tym czasie pożegnałam dawno Lenina i jego kumpli, szary papier też, podobnie zastępstwa- nie wiem na ile- dorobiłam się nowego, ślicznego lokalu, w którym się natyrałam że szok - nowa organizacja, aranżacja, wystrój, pufy, strefy, kąciki... programy wyrównywania szans...
Dawno skończyłam kolejne studia- Bibliotekoznawstwo, potem podyplomowe.
Popracowałam w fajnych warunkach rok... teraz inna korzysta z efektów mojej ciężkiej pracy, na czysto- weszła w nowe, ustawione, zorganizowane... i zaczęła narzekać : głownie na nadmiar pracy i mało godzin, na zbyt wiele wypożyczeń, na "niesamowity chaos codziennie". Taak. Wyłączyłam telefon.

Będąc młodą bibliotekarką.. wciąż.. delektuję się spokojem.

barka35
Posty: 30
Rejestracja: czwartek 29 paź 2009, 11:16

Re: Z pamiętnika zawsze młodej bibliotekarki

środa 27 mar 2013, 14:05

Będąc młodą bibliotekarką...
...zestarzałam się wśród książek. W czasie 30 lat pracowałam w różnych bibliotekach (publiczna, szkoły wyższej, a teraz szkolna), miałam różnych dyrektorów: gorszych i lepszych, różne lokale biblioteczne: brzydkie, stare nory i piękne,nowoczesne sale. Jednak zawsze byłam pośród moich ukochanych książek! Po latach przygarnęłam do biblioteki komputery, bez których nie wyobrażam sobie teraz pracy i które, może w mniejszym stopniu niż książki, ale też dają mi dużo radości.
W bibliotece szkolnej mam kontakt z młodością "górną i durną" i tylko żal, że tak niewielu z młodych rozkochało się w czytaniu.
Mam przemiłe, kochane koleżanki w pracy, a jednak jestem nauczycielem drugiej kategorii
Jednak mimo wszystko, patrząc z perspektywy lat nie żałuję, że jestem bibliotekarką. Zawsze młodą bibliotekarką!

tobabsko
Posty: 184
Rejestracja: piątek 25 sty 2013, 14:16

Re: Z pamiętnika zawsze młodej bibliotekarki

środa 27 mar 2013, 14:30

Pięciolatka pierwsza.
Mlodą bibliotekarką stalam się przez przypadek - bez bicia się przyznaję.
Po maturze wykombinowalam sobie studia na Wydziale Nauk Politycznych Uniwersytetu Wroclawskiego na kierunku dziennikarskim. Absolwentka prowincjonalnego liceum porwala się na kierunek oblegany wtedy - koniec lat siedemdziesiątych - przez setki chętnych. Dwadzieścia osób na jedno miejsce. Zdalam nawet egzamin wstępny, ale ze swoim, szalenie nagannym wtedy pochodzeniem inteligenckim i brakiem stosownej przynależności do jakiego PZPR oczywiście nie dostalam się. Zaproponowano mi wtedy studiowanie nauk politycznych na kierunku pedagogicznym.
- Belfrem to ja nie będę! - zakomunikowalam rozżalona oslupialym czlonkom komisji egzaminacyjnej i wrócilam do domu.
Musi opatrzność nade mną czuwala, czy co? Kiedy sobie pomyślę, że moglabym dziś być absolwentką socjalistycznych nauk politycznych, to ciary mi się bląkają tu i ówdzie.
Jakoś jednak należalo zacząć spędzać ten wolny czas do kolejnych egzaminów wstępnych..
Jedyna w promieniu trzystu kilometrów szkola pomaturalna, gdzie nie bylo matematyki, fizyki, tudzieź innej chemii. to wlaśnie studium bibliotekarskie w Opolu. Myślalam - przeczekam ten rok w "regalach", zastanowię się, jak tu zostać dziennikarzem bez konieczności zapisywania się do tej ich partii.
I wymyślilam sobie tę filologię polską, jako boczne drzwi do zawodu dziennikarza.
Chodzilam na zajecia w studium bibliotekarskim z samymi prawie dziewczynami, plus czterech chlopaków schowanych w tej szkole przed wojskiem.
Bardzo mi zajęcia z literatury pomagaly w przygotowaniach do wstępnych na filologię, tylko o tych studziach to coraz mniej myślalam. Wciągnęlo mnie bibliotekarstwo. Spodobalo mi się.
Skończylam szkolę i ledwie to zauważając dostalam się na tę filologię. Bezproblemowo, bo jakoś tak średnio mi zależalo.
Zawsze tak jest, że najlepiej mi wychodzi coś, na czym zależy mi niespecjalnie.
Zbrojna w dwa dyplomy zaczęam szukać pracy. W bibliotece oczywiście. Zawód dziennikarz to nie byl dobry pomysl w roku 1981.
Trafilam do publicznej i po pól roku mialam dość. Bardzo wielu rzeczy mialam dość: godzin pracy, antypatycznego czytelnika, który wpada średnio co drugi dzień, żeby mi udowodnić, że jestem zerem. Najbardziej jednak doskwierala mi monotonia mojej pracy. To byla duża wypożyczalnia i mialyśmy jasno określone zadania. Najmlodsze stażem, czyli ja, pracowaly w kartotece. Przez osiem godzin dziennie tylko to! Nieco starsze zajmowaly się wlączaniem zwrotów do księgozbioru. Osiem godzin z wózeczkiem. Jedyny plus tego awansu na wózkową to to, że w dowolnej chwili siusiu moża bylo iść. A ja chcialam z książką robić wszystko - od zakupu po wykreślenie z inwentarza.
Ucieklam do biblioteki szkolnej.
- Jak pani Lusia pójdzie na macierzyński - przestraszyl mnie dyrektor na wstępie - to zacznie pani uczyć polskiego.
- Nie chcę polskiego - powiedzialam. - Chcialam do biblioteki i mam biblioterkę.
Wtedy on się przestraszyl, że najwyraźniej wariatkę do roboty nająl. Bo jak to tak? Ma kwalifikacje, a uczyć nie chce? W bibliotece będzie gnić?
Polka zaczęla się, kiedy Lusia urodzila. Dostalam ten polski - dwie klasy we mnie wmusila poczciwa dyrekcja. Wtedy polonistów brakowalo - fakt. Ale z biblioteki wykopsać się nie dalam. Pięć lat tak w szkole siedzialam calymi dniami. Rano biblioteka, potem przerwa na lekcje, potem znów biblioteka.
Bylo co robić, bo to czasy tworzenia gminnych szkól zbiorczych, a więc likwidacji malych wiejskich szkólek (deja vu ;))
Zwozili te książki ze wsi do bibliotek w szkolach zbiorczych. U mnie byly księgozbiory z pięciu szkól. Nikt się oczywiście nie przejmowa takim duperelami, jak przejęcie tych książek zgodnie z zasadami. Ot, przywieźli, ustawili na pólkach i po sprawie. Nawet inwentarzy z tamtych bibliotek nie bylo.
Dlugo, bardzo dlugo robilam tam porządek. Dlatego, kiedy po pięciu latach odchodzilam z tamtej szkoly, to znalazlam na swoje miejsce rasowego bibliotekarza, koleżankę z roku. Pracuje tam do dziś.
A ja jestem nadal bibliotekarzem, a nie dziennikarzem. Choć zdarza mi się pisywać najróżniejsze bzdeciki do regionalnej prasy. :D

fiori
Posty: 1025
Rejestracja: wtorek 05 wrz 2006, 18:48
Kontakt: Strona WWW

Re: Z pamiętnika zawsze młodej bibliotekarki

środa 27 mar 2013, 17:53

Obrazek

I tak od jakichś 20 lat... :lol:

Dzieci zrobiły mi dzisiaj test kompetencji. Zdałam!
I to jest mój awans zawodowy i dodatek motywacyjny w jednym :lol:

Alexia
Posty: 32
Rejestracja: wtorek 18 gru 2012, 13:38

Re: Z pamiętnika zawsze młodej bibliotekarki

środa 27 mar 2013, 20:38

Z pamiętnika zawsze młodej bibliotekarki :D
Od 36 lat w zawodzie!
Najpierw ukończyłam studium pomaturalne i zdobyłam tytuł "higienistki szkolnej dyplomowanej". Podjęłam pracę w szkole. Po przeprowadzce znalazłam pracę w bibliotece publicznej jako młodszy bibliotekarz. Podjęłam naukę w pomaturalnym studium bibliotekarskim. Później ukończyłam bibliotekoznawstwo na UW. Potem studia podyplomowe "Systemy informacyjne" też na UW, studia podyplomowe na UG - pedagogiczne i liczne kursy. Oczywiście "zrobiłam też dyplomowanie".
Pracowałam w bibliotece publicznej, pedagogicznej a teraz od 17 lat w szkolnej wyremontowanej zgodnie z moją koncepcją.
Bardzo lubię swoją pracę :D
Wiem, że jest niedoceniana. Kiedyś usłyszałam od kol. nauczycielki "fajnie masz, tak sobie klikasz". Właśnie byłam w trakcie "wklepywania" do Mola naszego księgozbioru - "na brudno" 43000 vol. + audiowizualne. Po kilku latach klikania - skończyłyśmy!
Teraz już "tylko" opracowujemy nowości, robimy selekcje, naklejamy kody kreskowe, rozpisujemy rozdziały, artykuły, meliorujemy katalog, "awanturujemy się" o pieniądze, walczymy o dostęp do czytelni (5-6 lekcji dziennie w niej się odbywa). Ośmielamy się też prosić o zwrot książek wypożyczonych kilka lub kilkanaście lat temu przez nauczycieli, robimy gazetki, wystawy, wystawki, nagradzamy uczniów za czytelnictwo, pomagamy maturzystom w doborze opracowań do prezentacji, dobieramy i dokupujemy literaturę dla konkursowiczów i olimpijczyków, wojujemy o naprawę popsutych (ze starości) komputerów, dbamy o estetykę pomieszczeń, tzn. wykłócamy się o malowanie, naprawę żaluzji i t. p.

Satysfakcją dla nas jest zadowolenie użytkowników!

"I to tyle w tym temacie".
P.S.
Pozdrawiam Was wiosennie i świątecznie - wasza zawsze młoda, pełna zapału do pracy, młoda duchem - jeszcze nauczycielka-bibliotekarka.

105magda
Posty: 62
Rejestracja: poniedziałek 19 mar 2007, 19:11

Re: Z pamiętnika zawsze młodej bibliotekarki

czwartek 28 mar 2013, 20:54

Dziewczyny, ja skończyłam Informację Naukowa i Bibliotekoznawstwo. Mam dodatkowe kwalifikacje z oligo, psychologii i socjologii i dziennikarstwa. W czasie studiów pracowałam w różnych miejscach, był telemarketing, były promocje w marketach itp. na zwanych dzisiaj umowach „śmieciówkach”.

W jednym z miejsc pracy spotkałam emerytowaną polonistkę, która mi doradziła szukać pracy w szkole. Więc od 5 roku studiów znalazłam 1/2 etatu w bibliotece szkoły specjalnej. Zastąpiłam miłą panią emerytkę (miała chyba ponad 70 lat), i prowadziła wzorowo bibliotekę mimo że nie posiadała kierunkowego wykształcenia. Pani zakochana w książkach do tego stopnia że nie była w stanie wyrzucić ani jednej z nich, sama pomalowała regały, przeniosła wszystkie zbiory do remontu. Pamiętam jak sprawdzała czy może jeszcze w czymś mi pomóc. Obejmując bibliotekę miałam dobrze poprowadzony katalog, materiały metodyczne, pełną dokumentację.

Ponieważ w czasie wakacji pomalowali lokal biblioteczny przez pierwsze dni września przenosiłam zbiory do odmalowanej sali, układałam je na nowo. Dzięki pomocy kilku nauczycieli, którzy zlitowali się nade mną i pomogli przenieść regały nie musiałam tego robić sama – bo pewnie nie dałabym rady. Okazało się, że dyrekcji to nie szczególnie interesuje. Byłam wręcz poganiana, bo nauczycielka z sali obok nie może prowadzić zajęć, a zbiory powodują zagrożenie dla uczniów. Jak już się uporałam z przenoszeniem, jedna z pań przyszła na lekcję biblioteczną. Całkiem dobrze mi poszło, dlatego od tego momentu dostawałam 3-4 zastępstwa dziennie za nieobecnych nauczycieli. Były takie dni, że traciłam głos. W końcu dzięki artykułowi pana Juliusza w Głosie Nauczycielskim zbuntowałam się i pokazałam go dyrekcji. Zastępstw miałam mniej, jednak zaczęły one przyjmować nazwę „lekcja biblioteczna”. Naraziłam się dyrekcji, dlatego zaczęła się czepiać a to nieoprawionej książki, a to rzekomym braku karty w katalogu, a to znów zachowań uczniów w bibliotece. Koledzy nauczyciele też lubili sobie na mnie donieść. Dzięki forum Biblioteki w szkole dostałam wsparcie, dobre rady. Nawet nie wiem co teraz robią dziewczyny, które wtedy mnie pocieszały. Pomagała mi też kochana pani metodyk, i koleżanka ze szkoły obok. Dziś wiem, że szkoła tej koleżanki została zamknięta więc pewnie straciła pracę. Po całym roku szkolnym wiedziałam, że w tej szkole nie wytrzymam psychicznie i zaczęłam szukać pracy. Jeszcze w sierpniu dyrekcja wezwała mnie do szkoły i postawiła warunek – skontrum - bo książki poginęły i pewnie zostały wyrzucone. Znów dzięki pomocy pani metodyk i jej rzeczowym wyjaśnieniom, potrafiłam się obronić, powołać na odpowiednie rozporządzenia. Na do widzenia dostałam zapewnienie, że i tak nie zakończyłabym stażu, a jak któryś z przyszłych pracodawców zechce sprawdzić moje referencję to na pewno nie będą pozytywne.
Tak się skończył mój pierwszy rok pracy w szkole – rozstrój nerwowy, łzy, ledwo obroniłam pracę magisterską. Później słyszałam, że moje stanowisko proponowano koleżance polonistce, która się nie zgodziła. Dyrektor tej szkoły i jego oszczędności wykończył psychicznie wielu nauczycieli, mój przypadek nie był odosobniony. O ile wiem nadal pełni swoją funkcję.

Jednak miałam szczęście i znalazłam inną pracę. Przez pierwszy rok dyrekcja dała mi czas na zaznajomienie się ze specyficznymi zbiorami. Bibliotekę objęłam po pani która w czasie pracy w szkole skończyła bibliotekoznawstwo jednak z jakiegoś powodu została zwolniona. Nie wnikałam w powody, bo są różne wersje jednak „na do widzenia” zniszczyła wszystkie efekty swojej pracy. Nie miałam żadnego katalogu, oznakowania działów, dokumentację biblioteczną prostuję do dzisiaj. Nie winię mojej poprzedniczki, bo z tego co słyszałam wyprostowała wiele po swojej poprzedniczce. Była zła, więc zrobiła mi na złość.
W czasie mojego zatrudnienia doprowadziłam do zakupu programu bibliotecznego, zwróciłam uwagę na komputer, dostęp do Internetu, trochę ponad rok temu biblioteka została generalnie wyremontowana, zakupiono nowe meble, są środki na zakup nowych zbiorów. Co roku wybieram się na targi książki, staram się o gratisy. Czy wszystko robię dobrze? Tego nie wiem, staram się. Mamy mądrego dyrektora, który potrafi docenić pracę mimo że do końca jej nie rozumie. Oczywiście prócz typowo bibliotecznej pracy wyjeżdżam na wycieczki szkolne, czasem pilnuję dzieci, protokołuję, kseruję, mam swoją klasę i ponieważ lubię pomagać wtykam swój nos wszędzie tam gdzie mogę coś zrobić, czasem po nim nawet dostanę. Staż mojej pracy w stosunku do Agi i innych koleżanek jest krótki /7 lat/.

Podczas całej akcji STOP angażowałam się bardzo, bo wiem jak ciężko i jednocześnie miło jest pracować w bibliotece szkolnej. Czasem trzeba wydawać własne pieniądze na taśmy, kleje, kredki, długopisy i inne takie, korzystać z własnej drukarki, prosić o dary i samemu darować książki. Mimo wielkiego szacunku jakim darzę kolegów i koleżanki bibliotekarzy w bibliotekach publicznych i naukowych praca w bibliotece szkolnej różni się diametralnie. Tutaj bibliotekarz jest jednocześnie nauczycielem, pedagogiem, opiekunem dziecka, psychologiem, informatykiem, obsługą i serwisem kserokopiarki i innych urządzeń biurowych, pracownikiem działów księgowości, gromadzenia i opracowania zbiorów a czasem nawet sprzątaczem i tragarzem. Bardzo mnie zabolało jak w MAC oświadczał że walczymy tylko o „przywileje”. Przecież większość z nas sama swoje miejsca pracy zorganizowała, doinwestowała, traktuje jak drugi dom, więc tak naprawdę to nie żaden wstyd walczyć o nie. W którym innym zakładzie pracy takie rzeczy mają miejsce?

Wróć do „Biblioteka w Szkole - Forum Ogólne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 12 gości