alinaku

wtorek 04 gru 2007, 01:20

Małgorzata pisze:Alinaku, o to właśnie chodzi - nie chcę być nauczycielem przedmiotu.
No właśnie o to mi chodzi, że skoro nie chcesz być nauczycielem przedmiotu, to po co się zajmujesz jego warunkami pracy. Zajmuj się tym, czym chcesz być. Bo okazuje się, że nauczyciele bibliotekarze w dyskusji na temat obniżenia swojego pensum maja jeden pomysł, co do którego są zgodni: wydłużyć godziny pracy innym nauczycielom. Bardzo twórczy, bardzo rozsądny i skuteczny sposób rozwiazania problemu.

Małgorzata
Posty: 138
Rejestracja: piątek 11 sie 2006, 09:37

wtorek 04 gru 2007, 09:28

Tak. Wg mnie rozwiązałoby to wiele problemów, nie tylko bibliotecznych. Ty masz swoje racje, ja swoje. Oczywiście, aby byli przez tyle czasu w szkole należałoby każdemu zapewnić odpowiednie stanowisko pracy, ale to już inna sprawa. Na początek proponowałabym więcej okienek - dlaczego ktoś ma ciągiem 27 godzin, 1,5 etatu, a na zastepstwa kto? Świetliczanki i bibliotekarki.

czajola
Posty: 83
Rejestracja: czwartek 15 lis 2007, 11:35

wtorek 04 gru 2007, 10:04

No i, Moi Państwo, rozpętałam burzę. Przeczytałam wszystkie wypowiedzi. Każdy ma podobne spostrzeżenia aczkolwiek nie do końca.
Pisząc o wyrównaniu pracy przedmiotowców do godz. zegarowej nie myślałam o wydłużeniu im pracy ale o równym traktowaniu bibliotekarzy i innych nauczycieli.
Nie było też moją intencją szukanie korzyści dla bibliotekarzy, o nie.
W moich dążeniach przyświeca mi jeden nadrzędny cel - aby wszyskich nauczcieli, podkreślam-wszystkich, postrzegać jednakowo. Tu można wrócić do wcześniejszych wypowiedzi o "bibliotekarkach i świetliczankach". To jest niedopuszczalne, aby róznicować nauczycieli, nawet, jeśli mamy "różne" zdania o ich pracy. Nauczyciel to nauczyciel. Zgadzam się z tym, że nasza praca odbiega od pracy przedmiotowców, niemniej mamy już olbrzymią różnicę w godz. etatowych. Czy jeszcze niesprawiedliwe odpracowywanie różnych "godzin" musimy przyjąć z uśmiechem?! Można też tu porównywać, jak niegdyś wyglądała praca bibliotekarza w szkole a jakie zadania przypisuje się dziś bibliotekarzom. Pracuję już 24 lata, więc widzę róznice, aczkolwiek jestem ze swej pracy bardzo zadowolona.
Być może podniecam się niezdrowo, ale nie bądźmy cielątkami, które na wszystko się zgadzają. Przyłączam się do apelu moich poprzedniczek, że należy uregulować prawnie kwestie obowiązków nauczycieli, pod warunkiem, że bibliotekarz też bądzie traktowany jak każdy inny nauczyciel, a nie "na przystawkę". Może jest to dobry czas na wypowiedzenie się w sprawie konkretnych działań, bo wiele słów padło, ale efektów brak. Ponawiam propozycję opracowania pisma w naszej sprawie a potem przesłanie go do władz. Pozdrawiam wszyskich serdecznie i życzę trafnych działań. J.
w życiu piękne są tylko chwile

Gość

wtorek 04 gru 2007, 11:01

Anilaku, jesteś niesprawiedliwa.Ja uważam, ze bardzo przydałoby się by nauczyciel miał czas po zakończonych lekcjach przyjść do biblioteki przejżeć nowości, zobaczyć jakie książki mógłby wykorzystać na lekcji.A nie przysyłać uczniów z zadaniem "na wczoraj".Przychodzi takie dziecko i czasem nie jest w stanie powiedzieć co pani prosiła wypożyczyć.Brakuje mi kontaktu z gronem.Dla mnie wygląda to czasem tak odbębnić lekcje i szybciutko do domu.Nauczyciel po lekcjach jest u mnie w bibliotece unikatem.Nauczyciel czytający czasopisma reliktem...

Gość

wtorek 04 gru 2007, 14:20

Pomijając wszystko inne: jeśli nauczyciel ma pracować 40 godzin w tygodniu, a pensum wynosi 18 godzin, to znaczy, że 22 godziny tygodniowo przeznacza na te, jak to mówicie, "klasówki, rodziców, itp". Otóż proszę państwa ja nie wierzę, aby jakikolwiek nauczyciel od 1 września do 23 czerwca w każdym tygodniu przeznaczał na tego typu czynności 22 godziny, czyli statystycznie każdego dnia roboczego prawie cztery i pół godziny!!!!
Każdego dnia od pierwszego września (z pierwszym września włącznie!) do dnia rozdania świadectw (z tymże dniem włącznie).

Jest to śmiechu warte, gdyby ktoś coś takiego próbował nam wmówić. Może czasem zdarzy się nauczycielowi taki dzień, kiedy rzeczywiście przeznaczy po zakończeniu lekcji 4,5 godziny na swoje obowiązki zawodowe. CZASEM. I raz-dwa razy do roku pojedzie na wycieczkę. Gdzie przebywa 24 godziny.

A nawet, gdybyśmy założyli, że nauczyciel po lekcjach poświęca dziennie kilka godzin na "inne" prace, to jego komfort polega na tym, że z reguły wychodzi ze szkoły i sprawdza klasówki, pisze konspekty, GDZIE I KIEDY żywnie mu się podoba. Na przykład we własnym fotelu o 22.00, przerywając pracę kiedy zacznie się fajny film lub odkładając ją po 15 minutach bo rozbolała go głowa, cóż dokończy jutro......

Tak samo nikt mi nie wmówi, że w tzw. "luźniejszych" dniach roku szkolnego (sąsiadujących z feriami, świętami, początkiem i końcem roku szkolnego, rekolekcje, itp. nauczyciel przychodzi do domu i haruje dzień w dzień 4,5 godziny lub rzecz jasna więcej, jeśli w danym dniu miał skrócone zajęcia!) Dzień w dzień! Aby wyrobić normę. Chyba żart!

Wychodzi ze szkoły w południe, załatwia prywatne sprawy w ciągu dnia, może doglądnąć swoich dzieci, domu, sam wyznacza sobie ile czasu w danym dniu przeznaczy na prace mieszczące sie w owych 22 godzinach. Pomijam wyjątki typu narzucona godzina zebrania z rodzicami czy wycieczka.

CZY TO NIE JEST KOMFORTOWA SYTUACJA w porównaniu z ludźmi uwięzionymi przy swoich biurkach od 7.00 do 15.00??? Którzy muszą brać urlop chcąc załatwić jakąkolwiek prywatną sprawę przed godziną 16.00??? Nauczyciele nie zdają sobie sprawy, jakie to jest kłopotliwe!!!

Beatka

wtorek 04 gru 2007, 14:56

Gościu powyżej-czy ty jesteś nauczycielem, czy słusznie twierdzę, ze nie?
Nie znasz specyfiki tej pracy od podszewki, więc pewnie stąd takie farmazony :o

xandre
Posty: 630
Rejestracja: piątek 02 cze 2006, 11:16

wtorek 04 gru 2007, 16:12

Mnie wypowiedź gościa powyżej kojarzy się z typowo polską mentalnością: "Ja mam źle, dlaczego inni mają mieć lepiej" :twisted: czyż nie? (Pytanie tylko czy naprawdę mają). Ja CZASAMI zazdroszczę osobom, które pracują od-do, zamykają biuro i idą do domu. Nie da się policzyć ile nauczyciel tak naprawdę pracuje. Kartkówki, rady, dyskoteki, zabawy szkolne, zielone szkoły, wyjazdy na konkursy, szkolenia, tony (bezsensownej) papierologii, szukanie materiałów by wzbogacić zajęcia, przygotowanie jasełek, próby...matko nie chce mi się nawet pisać ile jeszcze tego jest. Wcale nie jest - jak to napisałaś "komfortowe" siedzenie w domu nad kartkówkami. Bo w domu to ja mam być matką i żoną, a nie mogę...bo na jutro muszę jeszcze zrobić to i tamto. I nie myśl gościu, że nie rozumiem innych. Mam w sobie ciut :wink: empatii (pracowało się tu i ówdzie), więc wiem jak wygląda praca w sklepie, szpitalu i biurze. Każdy ma swoje bolączki i może ponarzekać, ale wkurzają mnie takie wywody "wszystkowiedzących", jak to ja mam w pracy. Twoja wypowiedź świadczy, że baaaaaaaardzo powierzchownie znasz pracę nauczyciela.

Maria
Posty: 3341
Rejestracja: środa 12 kwie 2006, 08:55
Kontakt: Strona WWW

wtorek 04 gru 2007, 19:48

Anonymous pisze:Pomijając wszystko inne: jeśli nauczyciel ma pracować 40 godzin w tygodniu, a pensum wynosi 18 godzin, to znaczy, że 22 godziny tygodniowo przeznacza na te, jak to mówicie, "klasówki, rodziców, itp". Otóż proszę państwa ja nie wierzę, aby jakikolwiek nauczyciel od 1 września do 23 czerwca w każdym tygodniu przeznaczał na tego typu czynności 22 godziny, czyli statystycznie każdego dnia roboczego prawie cztery i pół godziny!!!!
Każdego dnia od pierwszego września (z pierwszym września włącznie!) do dnia rozdania świadectw (z tymże dniem włącznie).

Jest to śmiechu warte, gdyby ktoś coś takiego próbował nam wmówić. Może czasem zdarzy się nauczycielowi taki dzień, kiedy rzeczywiście przeznaczy po zakończeniu lekcji 4,5 godziny na swoje obowiązki zawodowe. CZASEM. I raz-dwa razy do roku pojedzie na wycieczkę. Gdzie przebywa 24 godziny.

A nawet, gdybyśmy założyli, że nauczyciel po lekcjach poświęca dziennie kilka godzin na "inne" prace, to jego komfort polega na tym, że z reguły wychodzi ze szkoły i sprawdza klasówki, pisze konspekty, GDZIE I KIEDY żywnie mu się podoba. Na przykład we własnym fotelu o 22.00, przerywając pracę kiedy zacznie się fajny film lub odkładając ją po 15 minutach bo rozbolała go głowa, cóż dokończy jutro......

Tak samo nikt mi nie wmówi, że w tzw. "luźniejszych" dniach roku szkolnego (sąsiadujących z feriami, świętami, początkiem i końcem roku szkolnego, rekolekcje, itp. nauczyciel przychodzi do domu i haruje dzień w dzień 4,5 godziny lub rzecz jasna więcej, jeśli w danym dniu miał skrócone zajęcia!) Dzień w dzień! Aby wyrobić normę. Chyba żart!

Wychodzi ze szkoły w południe, załatwia prywatne sprawy w ciągu dnia, może doglądnąć swoich dzieci, domu, sam wyznacza sobie ile czasu w danym dniu przeznaczy na prace mieszczące sie w owych 22 godzinach. Pomijam wyjątki typu narzucona godzina zebrania z rodzicami czy wycieczka.

CZY TO NIE JEST KOMFORTOWA SYTUACJA w porównaniu z ludźmi uwięzionymi przy swoich biurkach od 7.00 do 15.00??? Którzy muszą brać urlop chcąc załatwić jakąkolwiek prywatną sprawę przed godziną 16.00??? Nauczyciele nie zdają sobie sprawy, jakie to jest kłopotliwe!!!
Musze powiedzieć, że takie stwierdzenia niestety nie są rzadkością wśród osób " nie z branży". Ja mam na to jedną odpowiedź: po co siedzisz człowieku od 7-15 w swojej pracy idź do szkoły i bądź nauczycielem skoro to taki luz i miód. Dlaczego Gościu nie poszukasz sobie pracy w szkole?
Mogę powiedzieć za siebie, iż pomimo tego, że mam już spory staż pracy( nie tylko w szkole) nie ośmieliłabym się oceniać jakiejkolwiek pracy, w której sama nie pracowałam.

Gość

środa 05 gru 2007, 10:01

Maria pisze: Musze powiedzieć, że takie stwierdzenia niestety nie są rzadkością wśród osób " nie z branży". Ja mam na to jedną odpowiedź: po co siedzisz człowieku od 7-15 w swojej pracy idź do szkoły i bądź nauczycielem skoro to taki luz i miód. Dlaczego Gościu nie poszukasz sobie pracy w szkole?
Mogę powiedzieć za siebie, iż pomimo tego, że mam już spory staż pracy( nie tylko w szkole) nie ośmieliłabym się oceniać jakiejkolwiek pracy, w której sama nie pracowałam.
Droga Mario. Jestem nauczycielem (podlegam przepisom KN i wszystkim innym) lecz nie w szkole. Pensję pobieram taką jak Wy, a pracuję przy biurku 7 godzin dziennie. W ferie i wakacje również. Niesłychane?

Basia
Posty: 374
Rejestracja: wtorek 11 kwie 2006, 08:16

środa 05 gru 2007, 10:04

Gościu, ale chyba nie pracowałaś nigdy jako nauczyciel, skoro widzisz tylko zalety tego zawodu, a żadnych wad.

Książniczka
Posty: 277
Rejestracja: piątek 02 mar 2007, 10:25

środa 05 gru 2007, 10:35

Ja jednak spróbuję bronić trochę Gościa, choć nie wiem jakie gromy spadną za to na moją biedną głowę!Otóż nauczyciele - wszyscy - teoretycznie mają pensum 40 godzin/tyg. Bardzo, ale to bardzo teoretycznie...W praktyce ja bibliotekarz ( już tu zresztą o tym pisałam)pracuję uczciwei p r z y n a j m n i e j te swoje 30 godzin,
a przedmiotowcy z mojej szkoły odwalają po 2, a nawet więcej
( rekordzistka miała 46 godzin w tygodniu!) etatów w różnych placówkach tylko i wyłącznie interesując się kasą,jaką za to otzrymują, a głęboko gdzieś mając poziom swej pracy, dokształty, czytanie itd.itp.Po prostu czysty biznes i tyle, bo zresztą na jakiekolwiek zaangażowanie brak im już zwyczajnie i sił i czasu. Oczywiście o żadnych 40 godzinach na rzecz macierzystej szkoły nie ma w ogóle w ich przypadku co mówić. I tu obecny i zawsze pod ręką , od ... do ... każdego dnia tygodnia bibliotekarz znajduje się nagle w sytuacji ewidentnie pokrzywdzonego nie tylko nie mogąc sobie dorobić do tej marnej pensji ( 30 godzin !), ale wypełniając jeszcze wiele dodatkowych zleceń dyrekcji, na które nikt inny nie ma już czasu ( bo pędzi do drugiej szkoły...). Słowem: ja też nie wierzę - jak Gość - że nauczyciel rzetelnie wykorzystuje swoje 40-godzinne pensum na to, na co powinien, bo rażące przykłady z mojej własnej placówki mówią zupełnie, ale to zupełnie co innego...
"Śmiejmy się, bo życie jest śmiechu warte !"...

Malkontent
Posty: 557
Rejestracja: czwartek 25 maja 2006, 23:00

środa 05 gru 2007, 10:49

Księżniczko brawa za odwagę.Ja też moi drodzy uważam, że przesadzacie ze swym oburzeniem na temat wypowiedzi gościa.Nauczyciele w mojej szkole owszem jeżdzą na kursy, ale książek pedagogicznych i prasy nie czytują nigdy.Spieszą się do domu i naprawdę nie do sprawdzianów, tylko do garów i zajęć domowych.Czasem nie potrafią zrozumeieć jak się żyje pracując do 16, bo oni ze sprawami urzędowymi nie mają nigdy problemów.Czasem za niektóre wypowiedzi moich kolegów, ich fachowość i podejście do dzieci jest mi poprostu wstyd.Fakt, społeczeństwo nie wie o wielu aspektach naszej pracy, ale widząc pogoń za kolejnym etatem i kasą, minimalistyczne podejście do własnych obowiązków, bylejakośc pracy też mam ochotę zapytać za co dostają takie pieniądze.Niestety, widzę w tym zawodzie wiele osób przypadkowych, które nigdy nie powinny zostać nauczycielami.

Aqa
Posty: 2294
Rejestracja: niedziela 26 sie 2007, 19:46

środa 05 gru 2007, 10:54

Ja mam doświadczenie zza biurka, z pracy nauczyciela informatyki/mam uprawnienia/ i historii /zbliżony kierunek drugi/. Za tzw. biurkiem urzędniczym /nie nauczyciel/ pracowałam 8 godzin dziennie, czasem z wyjazdem w teren. Trudno było coś załatwić, owszem, ale rozmawiałam z góra kilkunastoma osobami dziennie, w spokoju. Regenerowałam się szybko. Myślałam, ze to meczące, hmm. Zmieniłam zawód na ten, który chciałam zawsze- bibliotekoznawstwo- tyle, że biblioteka naukowa wymarzona mi nie wyszła :lol: , jest PSP. A to nie to samo co 8 godzin za biurkiem /pracowałam tam 5 lat/ W bibliotece nie mam tez możliwości nic załatwić normalnie, nie wychodzę nigdy przed 15, czasem 16.30. Pracuję w hałasie non stop, a rozmawiam z ok 100 osób dziennie, w tym rodzice, dziadkowie, maluchy, absolwenci. Nie w spokoju jak w biurze, ale godząc codziennie szarpiących się, kłócących, rozkrzyczanych, usiłując chronić maluchy w wypożyczalni- muszę cały czas pilnować starszych rozpychających się. Staram się o optymizm i uśmiech, o stanowczość, ale jakby partnerską. By uczniowie rozumieli o co mi chodzi. To nieporównywalne do pracy w biurze! Regeneracja coraz gorsza. Lubię tą pracę, chociaz jest o niebo gorszym etatem niż przedmiotowca. Jako nauczycielka informatyki byłam traktowana jak NAUCZYCIEL, przez dyrekcję, koleżeństwo i uczniów. Bibliotekarz "nauczycielem nie jest", hmm. Spytajcie uczniów, dla którego ma ten status, a to się wiąże np. z trudniejszym opanowaniem uczniów w klasie. Że nie wspomnę o nielegalnych zastępstwach. Jako bibliotekarz nie miałam nigdy żadnego płatnego zast. Miałam kiedyś kilka nadgodzin, jak zobaczyłam płacę za nie, w porównaniu do dydaktyka- szok.
Uważam, że biblioteka to miejsce niezrozumiane, niedoceniane przez innych, a żeby to rozumieć, trzeba tu pobyć. Powinna być na takim poziomie jak w cywilizowanych krajach zachodnich i do tego dążymy. Potrzebujemy, jak oni tam- standardów. Aby nie otrzymywać nakazów wykonywania wszelkich zadań na zasadzie zapchajdziur: http://oskko.edu.pl/forum/watek.php?w=27216

Aqa
Posty: 2294
Rejestracja: niedziela 26 sie 2007, 19:46

środa 05 gru 2007, 11:15

"Śmiganie przy maturach w ramach 40 g" mnie szarpie po nerwach, jak nielegalne zastępstwa równie mocno. Dydaktyk powinien "śmigać przy maturach w ramach 40 g" zatem 22 g /40-18=22/ bezpłatnie, w myśl tej zasady dyrektorów. Ale nie jest to antagonizm miedzy nami a dydaktykami, a sposób interpretacji prawa przez te dyrekcje. Czyli- dydaktyk ma co robić po swoich 18 g., a my nie /między 30 a 40/. Prawo mówi jasno, etat to 30 g, reszta to nadgodziny płatne, bo owe 10 g są na posiedzenia RP, księgarnie, prace dodatkowe, gazetki, materiały na zajęcia / np. multimedia, co ja robię/, dekoracje i inscenizacje/mam kilka rocznie/ i in.

fiona

pensum

środa 05 gru 2007, 13:35

Zgadzam się z Tobą Aga. Bibliotekarz szkolny swoje 40 godzin wypracuje bez problemu. Niewiele czasu zostaje na katalogowanie, czy konserwację zbiorów. Często jest osobą, którą najłatwiej zagospodarować, bo jest w szkole najdłużej. :lol:

Wróć do „Biblioteka w Szkole - Forum Ogólne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Bing [Bot], Google [Bot] i 8 gości