lalalala

czwartek 17 sty 2008, 18:31

Jak to? Nie ma już lekcji bibliotecznych?? :? Od kiedy? :shock: Ja mam w planie rozwoju zawodowego (robie awans na nauczyciela kontraktowego) przewidzianą conajmniej jedną lekcję biblioteczną w miesiącu, przeważnie na jakiejś godzinie wychowawczej, którą ktoś mi udostępnia.

Aqa
Posty: 2295
Rejestracja: niedziela 26 sie 2007, 19:46

czwartek 17 sty 2008, 18:37

Nie ma, powaznie :D Od kilku lat. Jest ścieżka czytelniczo-medialna. Realizuje ją zespół ludzi, a nie n. bibl. W niej- możesz realizowac wybrane, USTALONE W ZESPOLE, CZY Z DYR. punkty. Ja mam katalogi, kartoteki, a we współpracy z polonistami - wydawnictwa informacyjne i czasopisma. Mam swoje zajęcia wyłącznie w klasach 5-6. Tam gdzie moje tematy. Chodzę uzupełniać zajecia dodatkowo do MBP. Oczywiście, prowadzę masę innych zajeć, ale dobrowolnie, w oparciu o przyjęty plan pracy. Np. zajęcia multimedialne z maluchami na komputerach- polecam ci- wychowasz sobei inne pokolenie. Lata to zajmie ale warto.
Lekcji bibl. nie ma.

Aqa
Posty: 2295
Rejestracja: niedziela 26 sie 2007, 19:46

czwartek 17 sty 2008, 18:42

aaa.. :wink: ja nie uważam, że coś jest Twoją winą. Nawet przeciwnie, ja ci juz współczuję, bo czeka cie masa pracy a i potrzebujesz masy energii i siły przekonywania, warto, wypracujesz sobei nowe metody. Nie sądzę, że koleżeństwo chciało ci coś tam dopiec, my wszyscy mamy masę problemów, poczytaj do tyłu nasze relacje :) . Poważnie. My tez często nie dawaliśmy sobei rady z dyrekcjami i OP. Osławione NIELEGALNE ZASTEPSTWA to już nasza wojna o godnośc zawodową. Głowa do góry. Niektórym na wstępie jest łatwiej jak wchodzą do cywilizowanej szkoły wielkiego miasta.
Moja biblioteka tez jest mała. Baaardzooo. 7 komputerów - i nie ma gdzie chodzić, ale mam wydzieloną część swobodnego dostępu. Pytaj jak chcesz /same sie pytamy / I nie urażaj :wink:
Wiesz co- dla podniesienia twojego samopoczucia- ja zaczęlam pracę w tak małej bibliotece, że miescił sie mały stolik jako moje miejsce,szok, i po 15 minutach od wejścia zostałam wysłana na zastepstwo!!!! 4 po rząd. Masę zdrowia zmarnowałam regulując te sprawy. Było warto. Dlatego podkreśliłam- walcz kulturalnie acz merytorycznie. Nie zostawiaj kluczy, w twoim interesie, bo odpowiadasz za wszystko. Nie wychodź z lokalu, bo to TWOJE miejsce pracy.

Basia
Posty: 375
Rejestracja: wtorek 11 kwie 2006, 08:16

czwartek 17 sty 2008, 22:32

esta_ pisze: W jaki sposob blokujesz te strony? Mozesz mnie poinstruowac?
Ja akurat korzystam z programu Beniamin dostępnego bezpłatnie w internecie: http://www.beniamin.pl/

Gość

czwartek 17 sty 2008, 22:33

I Kochana (To ja ten wredny gość od "pomiotła") my też nie mamy wszystkiego o czym marzymy, a czasem wręcz odwrotnie.Łatwo nie jest, bo większość dyrekcji ma tą paskudną cechę, że szuka sobie "chłopca do bicia".Oj ile stresów i upokorzeń dane mi było przeżyć.Ale teraz wiem, że jeśli damy sobie włazić na głowę to wcale nie będą nas cenić, ani tym bardziej doceniaćO szacunku nie mówiąc.Moje słowa miały Cię tylko obudzić z marazmu w jakim tkwisz, a którego przynajmniej na początku pracy nie powinnaś mieć.Jeśli mozesz uchyl jeszcze rąbka tajemnicy jak z tymi odwozami uczniówdomyślam się niepełnosprawnych).Masz je wpisane do umowy?

lalalala

piątek 18 sty 2008, 19:46

Nie no, odworzę nie tylko uczniów objętych nauczaniem indywidualnym ( z tymi jest mały problem, bo dzieciaki mieszkają nie daleko, odwozi się każdego indywidualnie i trwa to góra 10 minut), ale przede wszystkim mam "zwykłe" odwozy całych klas, które akurat skończyły lekcje. Ale i tak ich większość należy do "obowiązków' dziewczyny z kilkoma godzinami polskiego i resztą świetlicy, która w ramach tej świetlicy cały dnie spędza w gimbusie. No i inni, starzy stażem nauczyciele jakąś pojedynczą godzinę na dowozie mają w tygodniu. W umowie mam 25 godzin biblioteki i wszystko. Dowozy jak i cała reszta ( zastępstwa, niekiedy nawet nie wolno mi się wpisać do dziennika, mimo, że lekcję przeprowadziłam, przygotowując się do niej sumiennie, bądź tylko pilnowanie uczniów, i dyżury na długich 25-minutowych przerwach 2 razy w tygodniu) są w ramach obowiązków nieformalnych, niepisanych. Po prostu dyrekcja radzi sobie jak może wrazie braku nauczycieli. Jeszcze co do zastępstw, czasami nie wpisuję się do dziennika, temat wpisuje nauczyciel za którego lekcję prowadzę, i on się podpisuje i wszystko odbywa się tak jakby był normalnie w szkole, a ja jakbym była w bibliotece, nie odrabiam potem swoich godzin. Muszę też jednak przyznać, że gdy studiowałam i nie było mnie 4 dni w tygodniu, 1 w miesiącu, dyrektor nie wpisywał mi nieobecności, kazał uzupełnić dziennik biblioteki tak jakbym była, bo gdybym miała dużo nieobecności, nie dostałabym 13-stki. No i dostałam 13-stkę już w pierwszym roku pracy, tak jak inni młodzi nauczyciele. Poza tym, gdy nie ma akurat nauczyciela, który "powinien" jechać w gimbusie jako opiekun, sam dyrektor wtedy podejmuje się tego obowiązku, nie wstydzi się żadnej pracy, nie boi się, że mu korona z głowy spadnie. W ogóle darzę tego człowieka szacunkiem, uważam go za bardzo mądrego i życiowego. Nie no, teraz wyjdzie, że w ogóle jestem zadowolona ze swoich formalnych i nieformalnych obowiązków :) Ale to tak kwoli wyjaśnienia. Choć nie wiem czy dobrze, że to piszę, mam nadzieję, że nie zostanę zdemaskowana, ujawnianie takich rzeczy chyba jest nielegalne.. :roll:

lalalala

LEKCJE BIBLIOTECZNE

piątek 18 sty 2008, 19:54

Lekcji bibl. nie ma.[/quote]

W takim razie kiedy realizować tę ścieżkę? Na jakich lekcjach? Albo na przerwach może? W sumie jak zwał tak zwał, jakieś lekcje prowadzić trzeba, czy to w ramach lekcji bibliotecznych, czy ścieżki czytelniczo-medialnej. Mam rację?

Gość

piątek 18 sty 2008, 20:21

Ścieżki powinny być rozpisane na poszczególne przedmioty.I tak np. edukacyjną mogą realizować n.przyrody, ale i wuefiści tudzież inni nauczyciele na których lekcjach realizowane są te ścieżki.Nauczyciel bibliotekarz może oczywiście realizować treści z edukacji medialnej i czytelniczej sam albo jako nauczyciel wspomagający np. na j.polskim czy informatyce.Teoretycznie powinien mieć na to przydzielone godziny, lub przyjśc do konkretnej klasy na prośbę nauczyciela z którym to zaplanuje.Różnica polega na tym, ze lekcje prowadzić MOŻE ale NIE MUSI.
W wyjatkowych sytuacjach realizuję swoje na zastępstwach .

Gość

piątek 18 sty 2008, 20:22

Chodziło nie o edukacyjną, ale :oops: zdrowotną.

Gość

niedziela 20 sty 2008, 20:59

Kilka rzeczy, które opisuje "lalalala" w mojej pracy też ma miejsce. Mieszkam w dużym mieście jednakże pracuję w szkolnej bibl. na wsi (popegerowska miejscowość). Dodatkowo pracuję w miejskiej publicznej bibl. i jest to moja "macierzysta firma", szkoła na zasadzie zastępstwa, do której dojeżdżam. Mam pewne porównanie.Widzę różnicę między uczniami z miasta a ze wsi. Ich zachowanie, zainteresowania, sposób odnoszenia się do nauczycieli poprostu jest nie do zaakceptowania. W szkole uczy się 100 uczniów.
Biblioteka w której tam pracuję jest również mała przedzielona ścianką co imituje czytelnię i wypożyczalnię. Regały ustawione są pod ścianami, a więc jest wolny dostęp do półek (ustawienie bym oczywiście zmieniła). Są również 4 stanowiska komputerowe z internetem. Ja również pełnię dyżury na przerwie. Ponieważ jestem tam trzy razy w tyg. klucz również zostaje w pok. naucz. aby pod moją nieobecność możnabyło tam wejść, jednakże ja nie odpowiadam materialnie (i nie dałabym się w to wrobić w takiej sytuacji). Również dzieci odwożone są szkolnym busem, ale żaden nauczyciel nie odwozi dzieci, ani bibliotekarz. Jest osoba odpowiedzialna za to, która obsługuje autobus wraz z kierowcą. Wogóle nie mogę tego zrozumieć,że Ty musisz coś takiego robić!!! Jak się coś stanie to jak dyrektor będzie się tłumaczył!!! W mojej pracy też próbowano mnie wmanewrować w odprowadzanie chłopca do autobusu i żebym na piśmie się do tego zobowiązała. Nie zgodziłam się i robi to pani która przeprowdza również dzieci przez przejście dla pieszych. Nie gódź się na takie rzeczy, które w ogóle nie mieszczą się w Twoich kompetencjach, bo w razie problemów będziesz miała problem w sądzie, a inni się wypną.
Jestem osobą dość stanowczą i od początku nie pozwoliłam sobie uczniom "w kaszę dmuchać", więc w bibliotece mam w zasadzie porządek, a jak już się panoszą od razu robię porządek. Jestem osobą młodą i wyglądającą na jeszcze młodszą ale wydaje mi się że wypracowałam sobie szacunek i nawet nie mam problemów z uczniami, którzy u nauczycieli przedmiotowców uchodzą za najgorszych. Po prostu musisz być stanowcza, konkretna, umieć szybko ripostować głupie odzywki i muszą zauważyć że możesz im coś ciekawego zaoferować.
W mojej bibliotece również najważniejszy był tylko komuter ale to się zmieniło. Na przerwach jest zakaz włączania (pomimo że znają hasła dostępu nie robią tego nawet jak wyjdę). Jest program Cenzor który aż za bardzo zabrania dostępu do wielu stron (np. nie mogę wejść do niektórych portali z książkami). Zrobiłam zbiórkę różnych czasopism i w przerwach siedzą i przeglądają ( na prenumeratę niestety nie ma kasy). Robię różne konkursy plastyczne i literackie o tematyce książkowej, często robię wystawy, zwracam uwagę na kulturalną rolę biblioteki. Notorycznie zwracam uwagę na kulturę osobistą uczniów (aż do obrzydzenia), aby zasuwali krzesła, zostwiali porządek po sobie takie po prostu elementarne rzeczy. Wśród uczniów wychowałam sobie dużurnych pomocników i świetnie sobie radzą. Jak zaczynałam tam pracę to wpadali na przerwach do biblioteki jak dzicz , po moich ciężkich trudach po krótkim czasie się to zmieniło. Biblioteka jako inne miejsce w szkole zawsze ich przyciągała, ale zbyt grandzili więc systematyczne moje uwagi zmianiły to. Jest to ciężka praca i żeby bibliotekarz był doceniany, a biblioteka była wykorzystana w odpowiedni sposób musi być przede wszystkim mądry dyrektor i mądre grono pedagogiczne rozumiejące to że biblioteka jest nieodłącznym ogniwem w procesie dydaktycznym. Po za tym bibliotekarz musi być osobą która wie na czym polega jego praca i profesjonalnie realizować swoją misję. Wiem że w oświacie pracuje się specyficznie, widzę chorą rywalizację, brak wizji wspólnego osiągania celu, jeden n-ciel drugiemu najchętniej podkładałby nogę, jak coś się dobrze zrobi to jest zawiść, dobrzy są tępieni, słabi nagradzani. Po prostu nie sądziłam że oświata to kaganek ciemnoty. Nie jest to moja jedyna praca, mam możliwość porównania i wyciągania wniosków i mogę stwierdzić, że praca jest bardzo ciekawa i satysfakcojnująca ale atmosfera....
Mądry dyrektor mający wizję szkoły inwestuje w bibliotekę i wspomaga nauczyciela, a nie wykorzystuje jako zapchajdziurę. Mnie też wysyłano na zastępstwa (oczywiście bezpłatne) i również w przypadkach kiedy dyr. zwolnił n-ciela po koleżeńsku czyli bez usprawiedliwienia to nie kazano mi niczego wpisywać w dziennik, ja jednak zawsze wpisywałam w dzienniku b-teki że byłam na zast. Szkoła, która powinna uczyć młodych ludzi prawdy uczy cwaniactwa i lawirowania. Mnie to poprostu przeraża. A czytam też inne fora i nie są to przypadki odosobnione.
Moja rada dla Ciebie jest taka: RÓB SWOJE!

A.K.
Posty: 21
Rejestracja: wtorek 05 cze 2007, 18:28

niedziela 20 sty 2008, 21:18

Powyżej to ja.

Ogólnie to chcę Cię pocieszyć. Chyba w mniejszej ilości szkół biblioteka jest w centrum uwagi szkoły. Zazwyczaj jednak poprostu jest i tyle. Spadek czytelnictwa zauważalny jest w skali krajowej więc to nie jest jakieś odstępstwo. Jednakże w swojej pracy również widzę że dzieci poprostu nie chcą czytać poza nielicznymi wyjątkami i prócz uczniów I-III. Nauczyciele zauważają że uczniowie niczym się nie interesują nie mają chęci poznawczych i ciekawości świata, tylko TV, durne seriale, gry itp. Moim zdaniem priorytetem jest zająć się najmłodszymi i skupić na nich szczególną uwagę żeby wychować ich na mądrych użytkowników biblioteki i zachęcić do jej odwiedzania i zmobilizować do częstszego spędzania czasu z książką. Oczywiście nia należy zapominać o tych starszych. Ja zaczęłam od zerówki i widać efekty. Dużą rolę w tym procesie też muszą odegrać rodzice.

lalalala

poniedziałek 21 sty 2008, 00:09

Rozumiem, że ci gorzej zachowujący się uczniowie, to dzieci ze wsi? Dziwi mnie to, bo powszechnie się uważa, że dzieci na wsi, to jeszcze 'jako tako', w mieście są dużo bardziej niegrzeczne.

Co do odpowiedzialności za bibliotekę, to szczerze mówiąc nie wiem jak to jest w moim przypadku, czy jestem za nia odpowiedzialna czy nie. Muszę się dowiedzieć. Dodam, że oprócz mnie, na 5 godzin jest zatrudniona jeszcze jedna nauczycielka - bibliotekarka, lecz nie pracujemy w tym samym czasie.

Myślę, że jeśli chodzi o dyrekcję mojej szkoły, to dyrektor jeszcze się stara aby była to placówka dobrze przystosowana do spełniania zadań dydaktycznych, starał się o komputery do biblioteki, w tym roku wymienili mi na nowe, itd., to pani wicedyrektor, która jest odpowiedzialna za organizację życia szkoły, ustala zastępstwa, opiekunów na dowozy itp. W szkole jest na to akceptacja,tak myślę, bo jeżdżą wszyscy nauczyciele tym gimbusem, i w okolicznych szkołach również. W pewnych nieformalnych kwestiach, mam nawet wrażenie, że odwołanie się do wyższych instancji, kuratorium itp., mogło by nawet nic nie wskurać, gdyż może nie jeśli chodzi o te dowozy, ale w innych kwestiach, urzędnicy sami doradzają, jak obejść troszkę prawo, aby wszystkim pasowało, i radzą dyrektorom, aby zastosowali rozwiązania na miarę możliwości placówki, środkami jakie posiadają. W końcu jeśli placówka naprawdę nie ma innych możliwości, a chodzi przecież o to, żeby miał kto te dzieci odwozić.

Jeśli chodzi o moją postawę, to muszę przyznać, że brak mi pewności siebie, nie wiem czego chcę tak naprawdę i pewnie stąd brak mi stanowczości. Dlatego oprócz problemów z dyrekcją, mam również problemy wychowawcze z uczniami. Zdecydowanie zać brak mi refleksu, żebym umiała na każdą głupią odzywkę odpowiedzieć ciętą ripostą. Czasami nawet myślę, że się już nerwowo wykańczam w tej szkole :/ I w sumie w tym tkwi największy szkopół.. :/ Jedyną nadzieją napawają mnie młodsi uczniowie, wśród których widzę zainteresowanie, tak do 4, góra 5 klasy. Trochę już zaczęłam działać i mam sporo pomysłów aby to zainteresowanie wykorzystać.

a jeszcze co do tego cwaniactwa i lawirowania. Myślałam, że to ze mną jest coś nie tak, że taka sumienna. Czułam się, jakby to porównać do klasy, jak kujon. Taka nadgorliwa, co sobie musi koniecznie utrudniać, bo przecież można łatwiej, to co się wychylać. Ale koniecznie dowiem się jak to jest z ta odpowiedzialnością materialną, jeśli okaże się że jestem odpowiedzialna, to stanowczo zaprostestuję. Albo jestem bibliotekarką bez żadnych odwozów, zastępstw i dyżurów i dostęp do biblioteki mam tylko ja, albo w żadnym wypadku nie podejmuję się odpowiedzialności.

Jacko
Posty: 685
Rejestracja: niedziela 18 mar 2007, 18:43

poniedziałek 21 sty 2008, 01:01

Mam miejskie gimnazjum i moge potwierdzić, że dziecki "wiejskie" zachowują się dużo lepiej niż "miejskie".

Co do Twojej pracy lalalala-u (aleś sobie nick wybrała) :-) to jak czytam są to dopiero początki i jeszcze wiele przed Tobą. Sądze, że po niecałych 2 latach masz pewne przemyślenia i trzeba to wykorzystać w planowaniu swojej pracy na kolejny rok.

Trzeba porozmawiać z dyrekcją i uświadomić jak wygląda praca biblioteki skoro musisz biegać na zastepstwa powiadamiana w ostatniej chwili a do tego jeszcze dodatkowe obowiązki, które nie wchodza w zakres Twoich obowiązków i traci na tym uczeń w sumie bo wtedy Ciebie w bibliotece nie ma. Tu trzeba być być kulturalną ale konsekwentną i... "upierdliwą" dla dyrekcji, podeprzeć się przepisami (poczytac forum). I co jakiś czas przypominać o sobie. To jest może i trudne ale warto "walczyć o swoje".

Jeśli chodzi o uczniów i ich nieodpowiednie zachowanie to sprawa jest prostsza bo jest przecież jest wychowawca, któremu można i trzeba przekazać informację jak się dany delikwent zachowuje w bibliotece, przypomnieć o tym podczas wystawiania ocen zachowania a wychowawca powinien zasięgnąć opinii innych nauczycieli w tej sprawie.

Zawsze (jeśli nie skutkują uwagi do ucznia) masz prawo wezwać jako pełnoprawny nauczyciel rodzica danego ucznia, choć dobrze to jest robić w porozumieniu z wychowawcą, i powiedziec co się dzieje i że takiego zachowania sobie nie życzysz.

Gość

poniedziałek 21 sty 2008, 13:20

Podparcie się przepisami nie zawsze działa. Mój dyr powiedział, że ma swoje przepisy i jak mi się nie podoba to mam się przenieść tam, gdzie jest inaczej. Jak nie ma dobrej woli dyr. to trudno jest cokolwiek zrobic

ANYZARG9473
Posty: 4
Rejestracja: piątek 15 paź 2010, 22:26

wtorek 19 paź 2010, 08:32

lalalala, głowa do góry. Trzeba robić swoje. Nie zawsze efekty są widoczne od razu. Nie trzeba oczekiwać soektakularnych sukcesów. Skąd wiesz czy to co robisz nie przyniesie efektów za kilka lat i nie na twoich oczach. Trzeba robić swoje, albo zmienic pracę.

Wróć do „Biblioteka w Szkole - Forum Ogólne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Bing [Bot], Google [Bot] i 12 gości