Gość

mam już tak stare książki....

wtorek 13 gru 2011, 09:18

Mam już tak stare książki, że jest mi nieraz wstyd wypożyczać je uczniom.Najgorsze są te całkowicie rozpadnięte, które lepię,zszywam,kleję...i juz sama nie wiem co...Szans na nowe nie ma żadnych. Macie podobną sytuacje? Czy tylko ja taka biedna>>>?

Betka2

wtorek 13 gru 2011, 14:25

Gdy zaczynałam pracę w bibliotece, też miałam większość starych, zniszczonych książek. Po dziesięciu latach proporcje mniej więcej się wyrównały. Systematycznie starałam się wymieniać stare na nowe. Oczywiście pieniędzy zawsze było (i jest) za mało, ale jakoś powoli to szło...
A może weź nabardziej zniszczone książki i pokaż dyrekcji, albo jeszcze lepiej zaproś go/ją do biblioteki i pokaż stan książek, może sypnie trochę grosza...

Gość

wtorek 13 gru 2011, 14:44

O, naiwna. Myslisz, że dyrekcja zechce pzryjść i się zainteresować. Zaraz powie, że to twoja nieudolność.

Malkontent
Posty: 557
Rejestracja: czwartek 25 maja 2006, 23:00

wtorek 13 gru 2011, 14:55

Lepsza taka pokazówka niż nic nierobienie.Trudno ponosić winę za wieczyste niedoinwestowanie i brak kasy i dbałości.Wiecie co?Troszeczkę zbyt pobłażamy dyrekcji, w końcu gospodarka finansami to ich a nie nasz problem.W mysl lutowych przepisów prawnych dyrektor MA OBOWIĄZEK ZAPEWNIĆ ŚRODKI na zakup niezbędnych pomocy dla nauczyciela.I uczniów przy okazji.Powiedzcie jak to jest, ze w biednych szkołach z mądrym dyrektorem znajdą się pieniadze na księgozbiór, a w innych nie.Myslę, ze te przepisy to oręż do walki o finanse.A pokazanie z jakim księgozbiorem sie pracuje to dobra metoda.Dlaczego nam ma być wstyd.
Istnieje też inna metoda - zakasać rękawy i zacząć organizować kasę.Komitet rodzicielski, kiermasze, akcje podziel się książką nie przynoszą może wielkich efektów , ale zawsze.Obydwie metody są lepsze, niż siedzenie i nic nie robienie.Zaczeła bym od pokazania księgozbioru, może dyrekcja nie wie jak on wygląda.

Gość

wtorek 13 gru 2011, 15:44

nie to żebym się nie starała. Np.załatwiłam sobie przekazanie części książek z likwidowanej biblioteki pedagogicznej (ok.2000 wol.)...ale są to dalej "stare" książki, młodzież chce nowych, najlepiej z omówieniami z Grega...

fiori
Posty: 1025
Rejestracja: wtorek 05 wrz 2006, 18:48
Kontakt: Strona WWW

wtorek 13 gru 2011, 17:22

Tez myslę, że pokazówka to niegłupi pomysł.
Je się kiedys wybrałam z Pinokiem w kawałkach na zebranie Rady Rodziców i powiedziałam, ze takie ksiązki muszę wypozyczać państwa dzieciom... Zrobiło wrazenie. Kasę dostałam :)

aniaoam
Posty: 6
Rejestracja: środa 23 lis 2011, 13:22

wtorek 20 gru 2011, 14:41

Pracuję w starej szkole. Jest tu stara biblioteka - księgi zostały przepisane na nowo w 1947r. , ktoś wpisał to co ocalało z wojny.
Na swój wewnętrzny użytek dzielę książki na naprawdę stare, stare, zniszczone i nowe.
Naprawdę stare to te z 19-stego wieku. Są przeważnie w b. dobrym stanie, super wydane, rzadko wypożyczane, żadnej nie wywalę puki będę tu pracowała.
Stare to przedwojenne, przeważnie w dobrym stanie, raczej ich nie wykreślam z księgi.
Zniszczone to zaczytane na 100% lektury. Mam np. 105 "Wesel" wydanych w 60tych latach, w strasznym stanie, ale ich nie wyrzucę bo mnie na to nie stać. Tak jest z większością książek, które od dziesięcioleci są w spisie lektur.
Wstydu żadnego nie czuję - bo nie zrobiłam nic złego. Odkąd ja kupuję książki (2 lata) mam do wydanie 200 zł miesięcznie ( to są pieniądze z komitetu rodzicielskiego). Połowę wydaję na lektury, połowę na beletrystykę.
Panie które przede mną zajmowały się akcesją nic nie kupowały bo "nie ma pieniędzy" - nie chciało im się zawalczyć o pieniądze, dary....
A dyrektor.......kiedy widzi stare lektury każe mi to wywalić, mówi że "wstyd" - ale ja tego nie robię - bo nie miała bym co wypożyczać kiedy np. 3 klasy na raz przychodzą po "Dziady"

Gość

wtorek 20 gru 2011, 14:44

mam to samo,a w podklejaniu starych lekturek jestem mistrzem...

Hania Bania
Posty: 28
Rejestracja: środa 26 sty 2011, 20:39

wtorek 20 gru 2011, 18:44

To ja chyba mam dobrze.
Pracuję w bibliotece piąty rok a na książki wydałam już ponad 10 tys. zł.
Dostaję też pieniądze na filmy. Rada Rodziców też czasem sypnie jakimś groszem. Szkoła zalicza się raczej do biednych, bo uczy się tu zaledwie 170 uczniów, a klasy są małoliczne. A jednak ...
Pozdrawiam.
Hania Bania

ollaboga
Posty: 5
Rejestracja: wtorek 20 gru 2011, 19:17

środa 21 gru 2011, 11:27

A ja już nie mam starych książek. Podczas mojego pobytu na urlopie macierzyńskim pani (polonistka) która była na zastępstwie, ponad 4000 książek wywaliła. Podobno po konsultacji z dyrekcją. "Poszły" głównie książki popularno-naukowe - nie mam czego układać wg UKD (!!!), został mi ich jeden niepełny regał, pedagogicznych nie mam prawie wcale. Nie ocalało też gro moich skrzętnie naprawianych lektur. Niepotrzebne regały zutylizowano. Jak zobaczyłam te pustki, to opadły mi ręce, jak pisałam protokoły ubytków (lwią część spisywałam na podstawie zostawionych kart książek, część na podstawie wykreśleń w inwentarzu) myślałam, że będę ryczeć z żalu. Do dziś nie mogę wielu pozycji przeboleć ale ... stało się. Forsy na nowe książki oczywiście nie dostanę. Jest git, trzeba pracować dalej, ale nad następnym urlopem macierzyńskim dobrze się zastanowię.
Trzymajcie się cieplutko :)

ANETA2244
Posty: 112
Rejestracja: niedziela 19 lip 2009, 17:06

środa 21 gru 2011, 11:34

w jakiej szkole pracujesz? może Ci coś podeślę?

Gość

środa 21 gru 2011, 13:38

Nigdy , będąc na zastępstwie za kogoś nie wyrzuciłabym książek.Na Twoim miejscu zrobiłabym pani polonistce niezła jazdę, na forum publicznym - rada wytknełabym niekompetencje i wymieniła jakich pozycji dzięki niej nie ma.Trzeba mieć tupet.Urlop maierzyński to nie przywilej, a obowiązek.A szkoda mieć jedynaka.Przed urlopem uzgodniła bym po prostu, że bez konsultacji z Tobą nikt nie podejmuje tachich rewolucyjnych zmian.

Maria
Posty: 3349
Rejestracja: środa 12 kwie 2006, 08:55
Kontakt: Strona WWW

środa 21 gru 2011, 14:13

ollaboga pisze:A ja już nie mam starych książek. Podczas mojego pobytu na urlopie macierzyńskim pani (polonistka) która była na zastępstwie, ponad 4000 książek wywaliła. Podobno po konsultacji z dyrekcją. "Poszły" głównie książki popularno-naukowe - nie mam czego układać wg UKD (!!!), został mi ich jeden niepełny regał, pedagogicznych nie mam prawie wcale. Nie ocalało też gro moich skrzętnie naprawianych lektur. Niepotrzebne regały zutylizowano. Jak zobaczyłam te pustki, to opadły mi ręce, jak pisałam protokoły ubytków (lwią część spisywałam na podstawie zostawionych kart książek, część na podstawie wykreśleń w inwentarzu) myślałam, że będę ryczeć z żalu. Do dziś nie mogę wielu pozycji przeboleć ale ... stało się. Forsy na nowe książki oczywiście nie dostanę. Jest git, trzeba pracować dalej, ale nad następnym urlopem macierzyńskim dobrze się zastanowię.
Trzymajcie się cieplutko :)
To jest skandal 4000 tys książek, co to za polonista !!! , że o dyrektorze nie wspomnę. Powinnaś teraz pójść do dyrektora i zapytać czy jeszcze jest biblioteka w jego szkole i czym Ty masz się zajmować, a skoro zgodził się na wyrzucenie 4 tys. książek to rozumiesz, że wkrótce pojawia się nowe - kiedy?

ollaboga
Posty: 5
Rejestracja: wtorek 20 gru 2011, 19:17

czwartek 22 gru 2011, 12:52

Po "czystkach" zostało mi 6 tys książek - TEORETYCZNIE. Praktycznie jest ich mniej, ponieważ nie wszystkie ubytki zostały udokumentowane.
Zaraz po wywałce (nie było jeszcze protokołu ubytków, pozycje nie zostały wykreślone z inwentarza - jeden wielki syf) przeprowadzono scontrum (!!!). Komisja scontrowa założyła sobie zeszyt "moich błędów", który okazał się moim wybawieniem. Są w nim np takie teksty: "Chyba skreślone na czerwono. Wyrzuciłyśmy". Sprawdzam w inwentarzu - książka nie jest wycofana i powinna być na półce. Albo "skreślone na czerwono a jest - wywalamy" - to samo - powinna być na półce.
"Poproszono" mnie o podliczenie kart ale nie dałam rady tego zrobić. Kilka kolorów w jednym polu, skreślone numery, które powinny być na stanie, cała masa "pustek", które znajdowałam na półkach.
Najlepsze jest to, że osoby które wywalały książki i później robiły scontrum są "czyste". Zdaniem dyrekcji "nalatuję na dziewczyny, które tak się naharowały". Tylko dlaczego nie potrafiły skończyć zaczętej pracy? Mam nadzieję, że Wy nie macie takich przebojów.

Miłka

kasa na książki

czwartek 22 gru 2011, 14:54

W tym roku szkolnym wydano na książki 1 zł - słownie jeden złoty. Nic nie będzie też w całym 2012 - to się nazywa realizacja reform za pieniądze samorządowców - a to szkoła. do której chodzi ponad 500 uczniów i w 70 tys mieście. Co mają mówić w gminach?
Taniość ponad wszystko

Wróć do „Biblioteka w Szkole - Forum Ogólne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 7 gości