Grażyna Bartkowska
Posty: 16
Rejestracja: piątek 11 lis 2011, 17:40

Re: Ach, te wywiadówki ....

sobota 01 wrz 2012, 16:03

Całek stał w milczeniu i patrzył przez okno. Nagle jakby się ocknął.
- Aha, mamy się uczyć... Pan profesor miał wczoraj najgorszy dzień w swoim życiu. Zebranie. Od nie powiem kogo były trzy osoby. Najpierw babcia długo tłumaczyła mi problemy rodzinne. Potem przyszedł ojciec, nie powiem czyj i dokładnie wypytywał mnie o każdą ocenę, o każdą niemal lekcję. Wszystko zapisywał w zeszyciku i raczył mnie opowieściami o tym, jak nietrafnie wybrał małżonkę. Myślałem, że nigdy nie pójdzie. Następną osobą do mnie była rzeczona małżonka. Przemiła pani. Opowiedziała mi pokrótce o swoim nędznym byłym mężu i zapytała, nie powiem o kogo. Na moje zapewnienie, że wszystko, co miałem do powiedzenia, powiedziałem ojcu, nie powiem czyjemu, święcie się oburzyła, bo nie rozmawia z mężem. Więc jeszcze raz od nowa wszystko pan profesor musiał zeznawać. Prawo powinno zabraniać takiego znęcania się nad nauczycielem. Ale cóż... do następnego zebrania daleko. Dziś pan profesor idzie na zebranie do swojej córy. Tam dokona rękoczynu na poloniście sadyście, który nie rozumie, że młoda dziewczyna ma lepsze zajęcia niż ślęczenie po nocach nad wypracowaniami. Jutro pan profesor będzie w znakomitej formie. No, proszę państwa, zaczynamy. Kto jest dziś nieprzygotowany, wybrał bardzo dobry dzień, bo dziś nie będę sprawdzał prac domowych. Opowiem wam o czymś, co poprawi mi humor. Równania i nierówności trygonometryczne. Tak, to mnie odpręży!

Drugi, Ewa Nowak, Egmont, Warszawa, 2006, str. 180

Grażyna Bartkowska
Posty: 16
Rejestracja: piątek 11 lis 2011, 17:40

Re: Małe dzieci, mały kłopot ...

sobota 01 wrz 2012, 17:20

Kilka minut przed dwudziestą trzecią młodzież zaczęła się rozchodzić. Wojtek Myszak, mimo że od kilku godzin nie odstępował Agnieszki na krok, nadal nie wiedział, że to córka jego nauczyciela. Teraz układał sobie w głowie, jak ją zapytać, czy może ja odprowadzić.
- Gdzie masz kurtkę? - spytał, wpatrując się po raz nie wiadomo który w czarne oczy Agnieszki. Nie doczekał się jednak odpowiedzi, bo obok nich stanął Całek.
Wojtek nie był zachwycony, że akurat teraz musieli natknąć się na Całka, ale ponieważ ten wyraźnie stał i na coś czekał, wykrztusił wreszcie:
- Panie profesorze, pan pozwoli, że przedstawię panu... to... jest Agnieszka, moja ...
koleżanka.
Całek splótł ręce za plecami i swoim zwyczajem zaczął się bujać na obcasach. Agnieszka stała z miną Sfinksa i bez najmniejszego zażenowania patrzyła raz na ojca raz na Wojtka. Wojtek miał nadzieję, że Całek przynajmniej wyciągnie do Agnieszki rękę, ale nic takiego się nie stało. Milczenie się przedłużało. W końcu Całek podrapał się kciukiem po czole i mruknął:
- Takie buty ...
Nabrał powietrza i wskazując ręką (dokładnie tak samo jak Wojtek) na swoją córkę, powiedział:
- Drogi Wojtku! Pozwól, że ci przedstawię ... to jest ...Agnieszka ... moja córka.
- Aha... - Wojtek zamrugał. -Aha...- powtórzył. - To prawda? - spojrzał na Agnieszkę.
-Tak.
-Tak- powiedział Całek i znów zaczął się bujać na obcasach.
- Tak. No, tak- powtarzał Wojtek.
- Może...- zaczęła Agnieszka.
- Dobrze. -Całek spojrzał na córkę. - mam was zostawić,tak?
- Na chwilę.
Całek bez słowa odwrócił się na pięcie i odszedł kilka kroków, jednak po chwili znów spojrzał w ich stronę.
-Dlaczego on? Dlaczego? On jest beznadziejny z matematyki.
(...)
- Zaczniemy od pracy domowej. - Całek, pachnący dobrą wodą po goleniu, wykręcił sobie splecione palce, aż chrupnęły mu stawy. -Zięciu ma pracę?- podszedł do Wojtka Myszaka.
- Ma- odpowiedział Myszak i szeroko uśmiechnął się do Całka.
- No, pokaż. - Całek nachylił się nad jego zeszytem. -Nawet dobrze. Kiedy ty masz czas odrabiać? Odnoszę wrażenie, że całe dnie spędzasz u mnie w domu. A tu, zięciu, masz błąd. No widzisz, musisz bardziej uważać.
-Nagle Całek zmienił ton. - Czy to ty namówiłeś moją córkę, żeby pojechała z nami do Zakopanego? Tylko nie kręć.
-Ja, panie profesorze.
- I sądzisz, że się na to zgodzę?
- Sądzę, że tak.
Całek zacisnął usta i zamilkł. Widać było, że układa w głowie ripostę.
- I niestety, zięciu ma rację, już mnie urobiła.
-To jedziemy na wycieczkę? Kiedy? Panie profesorze, w Tatry?
- Niech wam zięciu opowiada. Wczoraj zjadł porcję kurczaka, która była dla mnie, a ja dostałem tylko jajeczko sadzone. Rozumiecie? Człowiek ciężko pracuje, liczy na kawałek drobiu, na obiad, a tu ...jajeczko. Skandal!

Drugi, Ewa Nowak, Egmont, Warszawa 2006, str.185, 190

Grażyna Bartkowska
Posty: 16
Rejestracja: piątek 11 lis 2011, 17:40

Re: Oczarowanie i bolesne rozczarowanie... panem od wf

wtorek 04 wrz 2012, 17:34

- To co, teraz herbata? Lubisz zieloną? Zamówię i przejdziemy do sedna. Toni uśmiechnął się do niej i poszedł zamówić dwie zielone herbaty.
- "Przejdziemy do sedna? O co mu chodzi? Do jakiego sedna?"
W zakresie randkowania miała skromne- żeby nie powiedzieć- zerowe doświadczenie, ale "przejście do sedna" zdecydowanie ją zaniepokoiło.
Po chwili Toni wrócił z dwoma parującymi kubkami. Wyglądał normalnie. Najwyraźniej "przejściem do sedna" wcale się nie denerwował
- Lubię zieloną, ale tylko dobrze zaparzoną. Od zagotowania wody trzeba odczekać cztery minuty, a potem parzyć równo trzy. I oczywiście trzeba wyjąć wszystkie fusy, bo nawet jeden listek zepsuje cały smak, kiedy uwolnią się garbniki. Moja dziewczyna mnie nauczyła. Ona jest herbaciarą, że tak powiem.
Dorota drgnęła. Wzięła do ręki łyżeczkę. podniosła. Położyła i znów podniosła. Poczuła dziwny ucisk głowy, jakby ktoś założył jej zbyt ciasną opaskę.
- Słuchaj, Dorota ... - Toni poprawił się na krześle i wyraźnie wyprostował. - Jak wiesz, studiuję na AWF-ie. Jestem na kierunku nauczycielskim, ale równolegle studiuję też rehabilitację. Moim głównym kierunkiem są wady postawy wynikające z deficytów mięśniowych. Chodzi o to, że jak ktoś ma słabo rozwinięty szkielet mięśniowy, na przykład na łopatkach, to się garbi, bo wtedy brakuje nam jakby aparatury, która by utrzymywała prawidłową postawę.. I zauważyłem, że tak właśnie jest u ciebie.
Dorota milczała. Nie czuła się na siłach, by cokolwiek powiedzieć, wykrztusić choćby słowo.
Toni odczekał kilka sekund.
- Ty chyba nigdy nie uprawiałaś żadnego sportu?
- Co? Nie, nigdy ...
- A jak ze zdrowiem? Sporo chorujesz?
"A co konkretnie chciałby pan wiedzieć, panie przyszły rehabilitancie, panie superdelikatny i taktowny?"
- Nie. Moja babcia i jej metody w stylu okładów z tartej cebuli lub kapieli w wywarze z kwiatu lipy są chyba skuteczne.
- No tak, ale masz za małą masę mięśniową. Na moje oko masz sporą niedowagę i stąd ta wada postawy, garbienie się i nadmierna kifoza. W przyszłości zamierzam właśnie tym się zająć, rehabilitacją osób z wadami postawy. Ale nie chcę być takim specjalistą tylko od lewej łopatki. Zawsze patrzę na ludzi całościowo. Gdybyś się zgodziła, tobym wziął cię na studium przypadku. Wiesz, co to jest?
- Nie bardzo ...
- Chodzi o to, że wybiera się kogoś do poważnej korekty i diagnozuje. Potem dobiera się odpowiednie działania terapeutyczne i kontroluje postępy. Ja ...- Toni sięgnął do swojego plecaka i wyjął znany jej notes- ja tu sobie wstępnie zapisałem, co bym ci polecał (...)
Dorota poruszyła się i ostentacyjnie spojrzała na zegarek. Toni chyba zrozumiał, bo szybko zakończył tę poniżającą wyliczankę.
-To jak?
- ...
- Wahasz się?
- Tak, waham się. To cześć, muszę już iść. Mój ...wujek jest ciężko chory i muszę wracać ... w zasadzie on niedawno umarł... Idę.
- Jasne. Oczywiście. Nie wiedziałem. Ale przemyślisz to wszystko? Daj znać esemesem, dobrze?
- Dobrze. Esemesem, jasne. Dzięki, że o mnie pomyślałeś.
- Wiesz, od razu jak cię zobaczyłem, to pomyślałem, że jest masa roboty. Obserwowałem jeszcze inne dziewczyny, ale ja lubię trudne wyzwania!!!

Kiedyś na pewno, Ewa Nowak, Egmont, Warszawa 2007, str.100

fiori
Posty: 1025
Rejestracja: wtorek 05 wrz 2006, 18:48
Kontakt: Strona WWW

Re: Nasza "antologia" na Dzień Nauczyciela

piątek 07 wrz 2012, 19:16

No to ja też przepiszę kawałek książki. Może przyda się szkolnym kostiumografom ? :D
Na pocieszenie - to o japońskiej (skądinąd sympatycznej), nie o polskiej nauczycielce :D

"Miała prawdopodobnie pięćdziesiąt lat. [...] Była niska i przysadzista, gdy szła, z tyłu wyglądała jak skorupiak. Nosiła małe okulary w metalowych oprawkach, nad nimi było widać szeroką i płaską przerwę między brwiami pokrytą drobnym puszkiem. Od jej wełnianego kostiumu zalatywało lekko naftaliną. Ushikawa nie miał pojęcia, jak stary jest ten kostium, ale zdawało mu się, że musiał być niemodny już w chwili, gdy go uszyto. Był różowy taką dziwną różowością, jakby gdzieś przez pomyłkę domieszano do niej inny kolor. Prawdopodobnie ktoś chciał uzyskać elegancki, spokojny odcień, lecz nie udało się i ta nowa różowość zatonęła ciężko w niepewności, skrytości i rezygnacji. Przez to wyglądająca spod spodu nowiutka, biała bluzka wyglądała zupełnie jak nieostrożny gość, który omyłkowo trafił na stypę. Suche włosy przyprószone siwizną były upięte jakąś przypadkową plastikową spinką. Ręce i nogi miała grubawe, palce dłoni krótkie, bez pierścionków. Na szyi widniały trzy cienkie, lecz wyraźnie wyrzeźbione przez życie zmarszczki. A może to był znak, że spełniły się jej trzy życzenia? Ushikawa przypuszczał raczej, że tak nie jest."

Haruki Murakami, "1Q84" (t.3), Muza S.A. Warszawa 2011, s.171-172

Grażyna Bartkowska
Posty: 16
Rejestracja: piątek 11 lis 2011, 17:40

Re: Ciepły,literacki portret bibliotekarki pilnie poszukiwan

niedziela 09 wrz 2012, 11:46

Gdyby nie dodatkowy komentarz do postu o japońskiej nauczycielce, dałabym głowę, że to o polskiej bibliotekarce. Pisarze nie są dla nas łaskawi, jeśli już piszą, to powielają stereotypy. Potrzebny jest nam retusz wizerunku, ale nikt za nas tego nie zrobi... Pozdrawiam

Grażyna Bartkowska
Posty: 16
Rejestracja: piątek 11 lis 2011, 17:40

Re: Wizyta u psychologa to jak bułka z masłem a nawet kapuś

czwartek 20 wrz 2012, 10:23

W oczekiwaniu na coś literacko-sympatycznego o bibliotekarzach i bibliotekach szkolnych, fragmencik o koleżance z gabinetu psychologa:
Ty jesteś Iza Górka, prawda? Nazywam się Weneta Kostrzewa. Spróbuję Ci pomóc w miarę moich skromnych możliwości. Usiadła i zaczęła odpakowywać kanapkę.
- Co oglądałaś w tym tygodniu w telewizji?
- W telewizji?
Iga była tak zaskoczona pytaniem, że przez chwilę bezradnie rozglądała się po sali.
-A siedzisz godzinami w Internecie?
- Nie.
-A ile masz lat?
-Prawie siedemnaście.
- Aha, prawie siedemnaście. Nie oglądasz telewizji, nie siedzisz w Internecie...To znaczy, że jest z tobą rzeczywiście źle. Lubisz kapuśniak?
- Słucham?
-Pytam, czy lubisz kapuśniak. Odpowiedz, przecież od czegoś musimy zacząć.
- Lubię.
-A co w nim lubisz? Opowiedz dokładnie, dlaczego lubisz kapuśniak, skoro mogłabyś go nie znosić.
Słowa potoczyły się same.
Iga bała się, że będzie musiała opowiadać o swoich najintymniejszych problemach, a tu...kapuśniak! Od razu poczuła się zupełnie rozluźniona.
"Chyba nie jest ze mną tak źle, skoro rozmawiamy o takich bzdurach"- pomyślała.
O nic niepytana wylała z siebie cały żal do Filipa, opowiedziała o śmierci Fifki. Dopiero kiedy zaczęła mówić o Całku, nie umiała powstrzymać łez.Terapeutka słuchała jej w milczeniu, w końcu zapytała:
- I co masz zamiar dalej zrobić ze swoim życiem?
-Myślałam, że pani mi powie.
- Ja?- szczerze zdziwiła się kobieta.- Ja nie radzę sobie ze swoim. Na mnie raczej nie licz. Licz na siebie. Siadaj tu. Napisz mi trzy rzeczy, które twoim zdaniem uszczęśliwiłyby cię.
Iga wzięła jeden z leżących na stole ołówków i zaczęła się zastanawiać.
Żeby żyła Fifka.
Żeby nigdy nie istniał Filip.
Żebym była bardzo dobra z matmy.
Terapeutka przeczytała kartkę.
-Zapraszam za tydzień. Wtedy mi powiesz, do czego się razem bierzemy. Wskrzeszamy psa, uśmiercamy Filipa czy może...decyduj sama.

Drugi, Ewa Nowak, Egmont, Warszawa 2006, str.193

Wróć do „Biblioteka w Szkole - Forum Ogólne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot], Majestic-12 [Bot] i 7 gości