czekoladka1980
Posty: 53
Rejestracja: niedziela 28 sty 2007, 15:49

środa 18 kwie 2007, 18:33

dankat, nigdzie się nie mogę wpisać, bo zeszytu zastępstw nie ma :? Dziś rozmawialam z jedną z nauczycielek i mowila, że oni-nauczyciele też mają darmowe zastępstwa :shock: Nigdzie nic nie jest zapisywane oprócz karteczek na tablicy w pokoju nauczycielskim :roll: Wiem też, od tej wlasnie n-lki, że między nauczycielami nie ma jedności, że nikt nic nie powie, nawet, jesli jedna osoba coś tam miauknie, to reszta nie stanie za nią...I ja jestem jednyą osobą (na to wygląda), ktora w ogole miala śmiałość choc troszke się zbuntować :? Każdy tylko narzeka, ale nic nie robią z tym :roll: Aha - jutro mam lekcje koleżeńską (j.polski), zgodzilam się na nią, zanim napisalam tutaj do WAS i chyba nie moge już tego odszczekać, a z chęcią bym to zrobiła :? Aha - nie wiem, czy to prawda z tymi zastępstwami, że niby n-le nie mają placone...To klika i mogą tak tylko gadać, a tak naprawde mogą mieć płacone...licho wie...


JACKO - jestem zatrudniona od 25.09.2006 i mam "umowe na zastępstwo" bez określenia czasu "do". I co o tym sądzisz? :D

Dzięki wszystkim za odzew, pomagacie mi bardzo :D

Jacko
Posty: 685
Rejestracja: niedziela 18 mar 2007, 18:43

środa 18 kwie 2007, 21:40

czekoladka1980 pisze:JACKO - jestem zatrudniona od 25.09.2006 i mam "umowe na zastępstwo" bez określenia czasu "do". I co o tym sądzisz?
nie musi byc w umowie podanego terminu do kiedy... w zasadzie można wpisać na. "na zastępstwo za panią X" i będzie dobrze. Wtedy umowa kończy się z chwilą powrotu do pracy pani X

Kania

zastępstwa

piątek 20 kwie 2007, 09:36

Problemy stare jak świat i dlatego nie mam już ochoty o nich pisać. Jednak sprawy wyżej opisane zawsze mnie ruszają. W moim przypadku sytuacja wyglądała następująco: dyrektorka zleciła mi przez sekretarkę pójście na lekcję, bo ona jest zajętą "czymś". Nie wolno mi było wpisać się " w temacie" i w "obecności".
< Prawda to, czy fafsz? > jest, niestety, wszechobecna!
Dyrektorzy zawsze znajdą uzasadnienie swoich decyzji np. to dla dobra i bezpieczeństwa dzieci, bo książki zawsze mogą poczekać.
Zastępstwa "płatne" nie mogą nam być wypłacane, bo:
1) jesteśmy w godzinach pracy,
2) a to jest polecenie dyrektora,
3) a zostać po pracy dla "odpracowania" nie zawsze można.
Rodzina to też ludzie potrzebujący NAS.
KOLEŻANKI MOJE NIE ROZUMIEJĄ mnie, DLACZEGO NIE CHCĘ ICH ZASTĘPOWAĆ? i znowu cytują dyrektora, przecież i tak jesteś w pracy.

Jorka
Posty: 99
Rejestracja: sobota 03 cze 2006, 21:01

nielegalne zastępstwa

piątek 20 kwie 2007, 10:47

Problem stary i równie wielki jak ubieganie się o swoje prawa pracowników hipermarketów, "biedronkowanie" bibliotekarzy :( Wszystko zależy od kultury dyrektora, jego intelektu i interpretacji prawa. A powinno być realizacją jasno zapisanych standartów naszego zawodu w prawie. W "tym samym czasie" W jakIM pracujemy /NIEZGODNE Z WYKłADNIą menIs - NIELEGALNE ZASTęPSTWA/ proponuję "dla dobra szkoły" również urządzać u nas wszelkie zebrania: socjalne, wychowawcze, pedagogiczne, możemy każdemu nauczycielowi odbijac xero klasówek bez pamieci, - ON MA LEKCJę A MY CZAS WOLNY/ZNAM TO, wywaliłam xero jak tylko siadło/, proponuję również nie patyczkowac się- dawać swobodnie nam wszelkie dzieciaki wałęsajace się po boisku spoza szkoły- mamy funkcje opiekuńcze wszak /jak się oburzymy- na bruk za nieznajomość specyfiki szkoły/, + zabrać dzień wewnętrzny przy 1 osobowej obsadzie na 600 uczniów + rodzice absolwenci i ICM oraz komputeryzacja, bo w głowach nam sie przewraca. GZIE JEST NAPISANE żE TEGO NIE MOżNA ZROBIć?? Wszak to będzie "w godzinach pracy", jak zastępstwa nielegalne i dyżury na korytarzach. BRAK NAM STANDARTóW.

105magda
Posty: 62
Rejestracja: poniedziałek 19 mar 2007, 19:11

środa 02 maja 2007, 21:16

Pracuje w szkole na pól etatu, jestem sama w bibliotece. Czasem dostaję jakieś zastępstwa, vice właśnie argumentuje je zodobywaniem przeze mnie doświadczenia pedagogicznego. Od kiedy mam w bibliotece malowane regały dostało mi się nawet 5 godzin opiekuńczo-wychowawczych dla szkoły podstawowej podczas egzaminu gimnazjalnego, poza tym muzyka, język polski, informatyka... Nie miałam gdzie się podziać, więc nawet nie miałam nikomu za złe. Na szczęście nauczyciele w nic mnie nie wrabiają, raczej ignorują.
Mam przydział obowiązków zgodnie ze statutem, ale np. do moich zadań należy propaganda książki (ja wiem co to, ale jak to się ma do nowoczesności) :)
Dla odmiany pani dyrektor czepia się o katalogi, że nie ma tam wprowadzonych wszystkich książek - chociaż są.
Trochę się zdziwiłam jak po hospitacji moich zajęć pani vice dyr. spytała dlaczego to była lekcja biblioteczna (to były zajęcia z wyszukiwania informacji w słownikach), a ona chciała zobaczyć jakąś inną. Ale jaka miała być? W końcu jestem po studiach bibliotekoznawczych a nie innych...
Moja szkoła też mnie dziwi, czasem nawet załamuje, ale niestety na razie muszę się z tym pogodzić. Lubie swoją pracę, gdybym tylko nie musiała wciąż wszystkiego tłumaczyć i udowadniać.

elcia23
Posty: 58
Rejestracja: poniedziałek 10 kwie 2006, 21:14

podziekowanie

środa 02 maja 2007, 22:28

Nie Jacko nam to wcale nie przeszkadza, że jesteś dyrektorem. Bardzo dużo nam pomagasz i zawsze służysz dobrą radą. Jesteś nietypowym dyrektorem. Dziękujemy za fachową pomoc i prosimy o jeszcze.

Jorka
Posty: 99
Rejestracja: sobota 03 cze 2006, 21:01

czwartek 03 maja 2007, 16:38

Niesamowicie wiele zależy od podejścia dyrekcji do interpretacji zawodu nauczyciela bibliotekarza, przepisów. Mój pierwszy dzień pracy w szkole i bibliotece wyglądał tak: bardzo rygorystyczna dyrektorka wydaje polecenie w pierwszej godzinie mojej pracy /NOWA SZKOłA, PIERWSZE WEJśCIE DO BIBLIOTEKI!!/ - 2 godziny zastępstwa /bezpł. oczywiście/ na języku polskim i "może pani wyjść na powietrze z klasą". Dla mnie szok totalny. Nie było kart czyt.,upłynęły już 2 tyg nowego roku szk jak mnie zatrudniono.O spisie nawet nie wspomnę. Szok trwał kilka lat/bywało i 5 zast. dziennie/. Byłam za młoda by się ostrzej przeciwstawiać. Rozumiem świetnie młodsze koleżeństwo, zwłaszcza na umowach na czas określony. Wiele się zmieniło ale jedno nadal mnie zadziwia i nie rozumiem zupełnie tego- DLACZEGO JESTEśMY GORSZYMI NAUCZYCIELAMI I MUSIMY WCIąż UDAWADNIAć żE NIE JESTEśMY WIELBłąDAMI? Nadal nie rozumiem, dlaczego normalnie nie płaci sie nam za zastępstwa, mimo, iż samo MEN wydało taką wykładnię prawną /ad. zastępstw/. Dlaczego my wciąż słyszymy argumentację życzliwych- "powiedzcie, że drzwi są zamknięte do biblioteki jak macie zastępstwo" - a nie- ZASTęPSTWO TO CZYSTA FORMA WYZYSKU, PONIEWAż KAżDE POWINNO BYć ROZLICZANE JAKO PłATNE/BIBLIOTEKARZ PRZERYWA PRACę NA 45 MIN ZASTĘPUJąC KOGOś!!!- POWINIEN 45 ZOSTAć PO PRACY I MIEć ZAPłACONE. Jak inni.
Swoją drogą, nie jest normalne wpakowanie poloniście dodatkowej klasy jak pracuje z jedną- taka jest jej praca że uczy klasę, JEDNą,- dlaczego nam się wciska dodatkowe zajęcie w trakcie jednego jakim jest etat nauczyciela bibliotekarza? /są wyjątkowe sytuacje, nie o nich mówię, kiedy każdy pójdzie zastąpić każdego, SPORADYCZNE/

Gość

niedziela 06 maja 2007, 13:19

a tak przy okazji, mam pytanie. Co mogę "podsunąć" pani dyrektor na biurko tak aby chociaż trochę zrozumiała specyfikę naszej pracy. Jak umotywować, że potrzebuje większe pomieszczenie na bibliotekę. Co zrobić, żeby uzmysłowić jej, że ja nie tylko prowadzę katalogi i oprawiam książki. Jak wy to macie rozwiązane?

Tunia

Re: Wydaje mi się to dziwne,...ale sama nie wiem

poniedziałek 07 maja 2007, 12:57

Nie możemy godzić się na wykorzystywanie nas do pracy za innych! to trudne, bo zazwyczaj mamy przeciwko sobie dyrekcję i część grona, ale- SZANUJMY SIĘ!!! po przekwalifikowaniu się z rusucystki na n-la bibliotekarza przez pierwsze 2 lata " walczyłam" o swoje prawa tzn.: tłumaczyłam, że niepowinnam mieć dyżurów w czasie przerw, nie powinnam chodzić tylko na zastępstwa i zamykac na ten czas bibliotekę, nie powinnam wypraszać z biblioteki uczniów aby sobie poszli, bo 10 minut po dzwonku okazało się że nie ma kto iść do klasyX.......oczywiście nie odbywało się to bez zgrzytów! ale nie bardzo przejmowałam się humorem dyrekcji i zawsze starałam się grzecznie zakończyć swój wywód: " oczywiście, pani dyrektor, to jest moje zdanie, wiem, że tak być powinno, ale jeżeli pani wyda mi polecenie to oczywiście wykonam je ". Nie jest łatwo zmienić przyzwyczajenia i stereotypy panujące od wielu lat, do tej pory nikt w tej szkole nie mówił o prawach bibliotekarza tylko o obowiązkach, ale poskutkowało- zastępstwa są sporadyczne, rzadko znienacka, najczęściej z wyprzedzeniem. Kiedyś miałam ich ok. 100 w ciągu roku ( poza ed. czytelniczą- 32 godz. ), teraz do 10 w roku. trochę odbijało się to na moim zdrowiu psychicznym ( musiałam nauczyć się asertywnosci), ale nie mogłam inaczej- praca bibliotekarza jest ciągle postrzegana jako " gorsza " od polonisty. biologa....a obowiązków ma tyle, że nie wie co zrobic najpierw bo zawsze są jakieś zaległośći.Musimy walczyć o swoje!!!

Wróć do „Biblioteka w Szkole - Forum Ogólne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Bing [Bot], Google [Bot] i 9 gości