Limba

Czy doświadczacie ostracyzmu w pracy?

środa 04 sty 2012, 22:00

Drugi rok pracuję w bibliotece w nowej szkole. Czuję się tam samotna, bo właściwie nikt ze współpracowników, nauczycieli nie ma potrzeby ze mną porozmawiać. Nasze kontakty ograniczają się do sytuacji, gdy wypożyczam im książki. Wiem, może to ja powinnam zainicjować rozmowę, ale gdy próbuję, to czuję, że druga strona nie ma chęci podtrzymania kontaktu. Staram się być pomocna, ale mam wrażenie, że to nie ma znaczenia. Gdy zaczęłam tam pracować wiele osób starało się traktować mnie z góry, ale na to nie pozwoliłam. Starałam się być asertywna, ale zarazem pomocna. Wiem, że za plecami niektóre "koleżanki" obmawiały mnie, ale starałam się po prostu robić swoje z nadzieją, że jeśli mnie lepiej poznają, ich stosunek do mnie się zmieni. Tak się jednak nie stało i choć lubię swoją bibliotekę, to źle mi się pracuje w otoczeniu bez ani jednej przyjaznej osoby. Czy ktoś z Was miał podobne doświadczenia?

Gość

środa 04 sty 2012, 23:20

Limbo, my bibliotekarze często jesteśmy w swoich szkole takimi outsiderami.Ma to swoje minusy, ale i też bardzo dużo plusów.Od paru lat w szkołach panuje mocno smrodliwa atmosfera.Nauczyciele to specyficzna grupa ludzi - roszczeniowych, czasem marudnych, przekonanych o własnej nieomylności.Pokój nauczycielski pełen jest animozji podsycanych przez obcinane etaty, niepewność, kolesiostwo i nepotyzm dyrektorów.Mam nadzieję, że nikt na tym forum nie weźmie tego za "kalanie gniazda", to bardzo smutna prawda.Mam starsze grono, zmęczonych ludzi, którym już się nie chce chcieć, spoczeli na laurach , podgryzają się i nie lubią. Cieszę się, że nie muszę być blisko tego, zamykam drzwi biblioteki i jestem z dla od tego.

JA

czwartek 05 sty 2012, 10:26

Ja mam dobry kontakt z nauczycielami, wśród nich mam zaufane osoby. Nigdy nie czułam się gorsza:)

urania1
Posty: 67
Rejestracja: czwartek 05 paź 2006, 11:13

czwartek 05 sty 2012, 12:28

A myślałam, że tylko u mnie taka atmosfera w pokoju N. I ja też się cieszę, że tam nie bywam (bądź sporadycznie, a teraz wcale nie muszę, bo mam urlop :lol: ). Szczęśliwie mam ze 3-4 osoby przyjazne i to mi wystarczy do normalnej pracy. Wychodzę z założenia, że w pracy mam robić co do mnie należy i nie muszę się asymilować z tubylcami, jeśli ma mi to zaszkodzić (=mojemu zdrowiu psychicznemu :lol: )
Spróbuj może zainicjować kontakt, ale bez przesady. Jak nie da się, to trudno, a z czasem pewnie ktoś "normalny" (musi w końcu taki być choć jeden!) przekona się do Ciebie.

kamk

piątek 06 sty 2012, 14:37

Limba, nie przejmuj się. Nie z każdym warto i da się zaprzyjaźnić. Postaraj się zbudować sobie swoją grupę (ale nie trzymającą władzę) znajomych, z którymi będziesz mogła coś organizować. Niestety mi też zdarzało się usłyszeć opinie o mojej pracy od osób, które niezwykle rzadko pojawiały sie w bibliotece czy na organizowanych przeze mnie imprezach szkolnych. 3maj się!

Aqa
Posty: 2294
Rejestracja: niedziela 26 sie 2007, 19:46

piątek 06 sty 2012, 23:14

Trudne są pierwsze lata pracy. Wyrobienie sobie opinii "umiejącej liczyć do więcej niż 3" wymaga czasu. W naszym przypadku sporego. Zawsze są i będą sytuacje nienormalne, gdzie tzw. tablicowy dziwi się, że bibliotekarz to też homo sapiens.
Przestałam to przeżywać. Jest mi dość obojętny stosunek do mnie dydaktyka, zależy mi na konstruktywnej współpracy. Staram się, by rozumiał, o co mi chodzi i na ile to ważne.
Staraj się robić jakieś akcje, inscenizacje, gdzie nie tylko będzie to miało sens w twojej pracy z uczniami/klasami, ale też pokaże innym że coś robisz z sensem.
W każdym roku mam sytuacje nierozumienia pracy bibliotekarza, traktowania go jak osoby nie-wiadomo-do-czego- poza- przekłądaniem-książek.
W czwartek wszedł ksiądz- ja wciąż nie rozumiem, jak księża istnieją w XXI w. z ich poglądami z XIX/lub głębiej...
ja mam oczy czerwone dość często. On głupio pyta, czemu ...nie wyłączę komputera na kilka DNI. Jak do dziecka mówię o bazie danych, administracji w komputerze itp, stronie www, którą w domu uzupełniam... a ten- zdziwiony, podaje w wątpliwość sens używania komputera w bibliotece .. NO SZOK. /właśnei odebrałam maila z firmy robiącej nam przekładki, z drugiej, o transporcie książek zamówionych/
ale i więcej...
... "kobiety i dzieci są podatne na reklamy w necie, na niewłaściwe treści... , usłyszałam. Po prostu odjazd. ALE SIĘ NAGADAŁAM! CHYBA JEDNAK NIC NIE ZROZUMIAŁ.
Potem weszła praktykantka też zdziwiona, że rozbieram komputer samodzielnie /sam się restartuje, odkurzyłam, zobaczę, czy to nie kurz powoduje spięcia/, sądziła, że mnie ktoś codziennei przychodzi ...WŁĄCZAĆ komputery.

Miałam: panią z klas 1-3, która wątpiła,czy może ze mną uczniów wysłać do biblioteki, czy mam uprawnienia..., inna, która uważała, że powinnam pracować w ferie i wakacje, bo przecież tak pracuje administracja..., kolejna kiedyś, PO 20 LATACH WSPÓLNEJ PRACY spytała.. jaki ja właściwie mam etat- czyli kim jestem w drabinie zatrudnień w szkole.
Może p. Szumilas tym osobom pójdzie na rękę, będziemy podnózkami wszystkich- nic mnie tak bardzo nie wkurza, jak niepłacenie za zastępstwa, gdy w tym samym czasie dydaktycy mają po 300-400 zł/mc z zastępstw, niemal wszyscy u mnie mają nadgodziny. Nic mnie tak nie dołuje jak twierdzenie, że JA nie mogę mieć żadnej dodatkowej nadgodziny- obca osoba przyjdzie do szkoły na nie jakby co, podczas gdy dydaktycy MAJĄ w swoich klasach.

Zrób parę akcji w roku, z pożytkiem dla uczniów, jak apel, Dni biblioteki- świetna okazja do ukazania swojego działania, Dzień Misia itp.. to możesz sama.

Gość

sobota 07 sty 2012, 03:27

U mnie nawet apel czy inscenizację trudno zrobić - dzieci nie zmotywowane możliwością "zapunktowania" u dydaktyka, nie chcą brać udziału w próbach i zostawać po lekcjach.W czasie lekcji wyciągnięcie dziecka nawet na ostatni szlif, budzi złe instynkty u kolegów.
Aquo, opis zachowania księdza postawił mi włosy na głowie.Biedactwo nie wie, że na "nieodpowiednie treści" najbardziej podatni są właśnie mężczyźni i pewno nie jeden jego kolega kapłan.

Gość

poniedziałek 09 sty 2012, 09:29

U mnie też trudno cokolwiek zrobić z uczniami, bo ciągle ktoś inny (dydaktyk) coś od nich chce a jak mają wybrać nauczyciela uczącego ich a mnie to wiadomo, że wybiorą to co muszą.
Ja nie mogę zwalniać uczniów na próby, mam je robić po lekcjach (kiedy dzieci idą na autobus, bo muszą dojeżdżać) natomiast dydaktycy robią je w czasie swoich lekcji a swoje klasy w których powinni uczyć przysyłają do mnie lub do świetlicy - im wolno w czasie lekcji.
Oczywiście staram się coś robić, ale jest to bardzo trudne.

Aqa
Posty: 2294
Rejestracja: niedziela 26 sie 2007, 19:46

poniedziałek 09 sty 2012, 23:25

Jest to trudne, durne nawet bym powiedziała wprost. O tym wie wielu z nas, ze np. KARCIANE to idiotyczne zajęcia- nie dlatego, że bezsensowana jest praca z uczniami oczywiscie, ale dlatego, że MEN NA SIŁĘ USZCZĘŚLIWIA UCZNIÓW NASZYM KOSZTEM, A PRZY RECHOCZĄCYM NIERAZ ŚMIECHU LICEALISTÓW NP.- KTÓRZY ZAUWAŻYLI, ŻE JEST "ŁAPANKA" NA UCZNIÓW.
Chyba w LO jest najtrudniej znaleźć bibliotekarzom grupę. W gimnazjum trudno prowadzić cokolwiek ze względu na okres rozwoju uczniów, trudny.

Ale i w SP nie jest łatwo. W szkołach średnich ludzie mają po 1 godzinie "karcianej". W SP po 2. Każdy nauczyciel MUSI realizować dwie godziny.
A uczniowie nie sklonowali się.

MEN odpowiada za szopki w szkolnictwie, chociaż.. nie odpowiada faktycznie. Tego nie rozumiem, że nikt nie odpowiada za ten cyrk.

A wracając do księży- nasz spędza swoje karciane w bibliotece ostatnio, ku "mojej radości". Jak wiadomo, na mocy konkordatu, dyrektor nie rozliczy księdza za siedzenie. Mnie tak, chociaż ja mając 30 godzin zegarowych etat, bez godzin administracyjnych, w systemie gdzie non stop są uczniowie w lokalu, hałaśliwi, powinnam miec te 2 godziny /i wy też wszyscy/ zwyczajnie na administrację.

NIe wiem, gdzie pracuje Limba, jaki to rodzaj szkoły.
W mojej "podstawówce" uczniowie są chętni do chodzenia na zajęcia, jednak.. jak każdy nauczyciel ich zachęca, trudno, by bibliotekarz nie miał problemu- nie uczy. Jednak u mnie akcje np. Literatura dla każdego /z czytaniem fragmentów róznych utworów/ są lubiane, włączają się poloniści. Wychowawcy 1-3 chętnie przychodzą z klasami.

Gość

wtorek 10 sty 2012, 10:22

Domyślam się, że klasy 1-3 chętnie przychodzą, ale jak proponowałam w gimnazjum - ostatnio np. poranek poetycki to słyszałam, że nie mają czasu, bo mają podstawę programową do zrealizowania i tak jest zawsze.
Nawet z zapoznaniem uczniów klas 1 z biblioteką, regulaminem są problemy, nie każdy nauczyciel chętnie oddaje klasę. a na zastępstwach nie wolno mi tego robić, bo też muszę realizować podstawę programową danego przedmiotu.
Zwykle więc angażuję do pracy tylko bardzo małą grupę uczniów i jakoś to idzie.

Gość22

wtorek 10 sty 2012, 10:36

Niestety ja też powoli zaczynam dochodzić do podobnych wniosków. Pracuje juz piaty rok w szkole. Nie chcę uogólniać, więc będę pisać o sobie. Nauczyciele zawsze patrzyli i zawsze beda na bibliotekarzy z góry. I nieważne czy będę coś robić, żeby było inaczej. Bo to skutkuje tylko tym, że będą się kryć z tym co myślą naprawdę, a i tak będę myśleć swoje. Dla nich zawsze będzie tak, że to oni skończyli studia przedmiotowe i są NAUCZYCIELAMI a my to nie wiadomo co. I przepraszam, że tak się żalę, ale to jest naprawdę upokarzające i smutne. I jest coraz ciężej. Szkoła nie ma pieniędzy i tylko mnie wysyłają na tzw. zastępstwa koleżeńskie i czy kiedykolwiek jakiś nauczyciel stanie w mojej obronie? Bo dyrekcja nie da tych zastępstw swoim kolegom i koleżankom. Swój swego broni a my jesteśmy sami. I taka jest prawda. I tylko się zastanawiam, co by było, gdyby faktycznie zabraliby nam karte nauczyciela i nie moglibysmy chodzic na zastepstwa, chodzic na rady i protokołować posiedzenia. Jak oni by wtedy sobie poradzili??

Masza

wtorek 10 sty 2012, 23:20

Nie mam tego problemu u siebie. Dość szybko znalazłam przyjazne dusze w gronie nauczycielskim, asymiluję się na wycieczkach, wspólnych wyjazdach. Proszona jestem o to bym była opiekunką na uczniowskich imprezach. Na zastępstwa nie chodzę, bo u mnie w szkole na szczęście przestrzega się przepisów;)
Nie mam wrażenia, że ktoś na mnie patrzy z góry. Znam swoja wartość, wiem, że jestem kompetentna, oczytana, pomocna. Wiem, że jako bibliotekarkę/fachowca się mnie ceni. Wiem też, że jest spore grono osób, które za mną nie przepadają, jednak to mi nie spędza snu z powiek, bo mam świadomość, nigdy nie będzie tak, że kochać będą mnie wszyscy. Niektórzy nie lubią - ot tak, inni pewnie maja jakieś swoje powody (np. nie lubią rudych, hehe). Ja tez nie wszystkich wielbię i sądzę, że jest to zdrowe. Poza tym grono nauczycielskie jest społecznością specyficzną, często dość toksyczną. Niestety. Nieobecność w pokoju w czasie przerw jak sądzę wychodzi tylko na zdrowie. Psychiczne.

Tyle u mnie.

U Ciebie - mniej zdrowo. Brak jakiejkolwiek serdecznej osoby - dziwna sprawa.
Może zostałaś zatrudniona w zamian za kogoś kogo grono b. lubiło i starają się dać Ci to odczuć?
Podpytaj osobę, która pracowała w bibliotece przed Tobą czy też miała podobne kłopoty...

Życzę powodzenia w walce o sympatię (dla mnie atmosfera w pracy też jest ważnym elementem). Sądzę, że w końcu znajdziesz przyjazną duszę. Nie daj się!!! :-)

Basia
Posty: 375
Rejestracja: wtorek 11 kwie 2006, 08:16

środa 11 sty 2012, 12:15


Aqa
Posty: 2294
Rejestracja: niedziela 26 sie 2007, 19:46

środa 11 sty 2012, 16:22

Limba, trzeba czasu na wszystko. Z pewnością szybciej się integrują dydaktycy z sobą. Z pewnością też bibliotekarzom jest trudniej. Wszystkie powyżej uwagi są rzeczywistością: dydaktyk "jest mądrzejszy" itepe.
Jednak wiele można zrobić powoli, krok po kroku. Udowadniając fakt, że mamy szare komórki, nie tylko automatyzm w podawaniu książek z półki na półkę.

Pamiętam pierwsze swoje lata szkolne, w małej, zakurzonej bibliotece, strasznie małej. Widywałam dydaktyków rzadko- przerwy zajęte -oni wolne itp. Poprzedniczka nie podejmowała żadnych inicjatyw. Moja współpracowniczka z kolei kpiła z każdego mojego pomysłu, PO CO?? pytała.

Zaczęłam od współpracy z wych. zerówek- zaproszenie na stałe zajęcia, rozmaite, w ramach akcji: czytam dziecku i z dzieckiem. Nie zrażałam się dziwnymi minami pań. Oswoiły się, ich następczynie chętnie podjęły współpracę. Doszły kolejne akcje: Dni literatury /wspólne lekcje z polonistami/, Dni bibliotek..,
Założyłam www biblioteki- niektórzy piszą informacje na str., itp.

Limba, trzeba zacząć.
Dziś, po latach, miałam miłe chwile w szczególnie ciężkim dniu- myslałam przez chwilę, że się zagotuję, albo Policję wezwię.
Od rana, cyrk. Nie wdając się w szczegóły /mamy trudne osiedle, uczniowie z kuratorami/- otrzymałam wsparcie 2 wychowawczyń, kompletnie samodzielnie to zrobiły, nie musiały.
Znalazły winnych, rozliczyły, wpisały uwagi, przekazały gdzie trzeba informacje. Spacyfikowały tych, których ja już nie zdążyłam. A byłam na granicy wytrzymałosci nerwowej.

Jestem wdzięczna dziś koleżankom. Niezmiernie.
Sądzę, że lata mojej współpracy z nimi, uśmiech, staranie się zawsze o przygotowanie tego, co potrzebują, kupienie tego, co jest pilne /czasem znalezienie funduszy/ zaowocowało.

Podejmuj próby działań.

Limba

środa 11 sty 2012, 22:15

Bardzo Wam dziękuję za wsparcie, podzielenie się własnym doświadczeniem i chęć pomocy. W Waszych postach znalazłam potwierdzenie swoich obserwacji, dotyczących naszego środowiska zawodowego. Widzę, że nie jestem sama... Kiedy zakładałam ten wątek, zdarzyło się coś bardzo dla mnie przykrego, ale po kilku dniach ochłonęłam i odzyskałam spokój. Zdaję sobie sprawę z tego, że świata nie zmienię, nie zmienię również sposobu myślenia ludzi, z którymi przyszło mi pracować. Moja poprzedniczka też miała niełatwo, co było jednym z powodów jej odejścia z biblioteki.
Myślę, że po prostu będę nadal "uprawiać swój ogródek", jak potrafię najlepiej, ale niczego nie zamierzam robić na siłę. Czas pokaże, czy to wystarczy...

Wróć do „Biblioteka w Szkole - Forum Ogólne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Bing [Bot], Mariam_43 i 12 gości